zgascie swiatla (7)

Zgaście światła – i dopiero wtedy naprawdę zobaczysz świat

Były czasy, gdy noc była nocą. Gdy człowiek wychodził przed dom i widział nad głową tysiące gwiazd – pulsujących, migoczących, układających się w konstelacje znane od tysięcy lat. Dziś większość z nas widzi jedynie blady, rozmyty obłok poświaty nad miastem i ledwie kilka najjaśniejszych punktów. Naukowcy szacują, że współcześnie dostrzegamy mniej niż jeden procent tego, co na nocnym niebie widzieli ludzie żyjący w XVII wieku. Noc przestała być ciemna. I nikt jej nie szuka – może właśnie dlatego, że nie wiemy już, czego nam brakuje.

“Zgaście światła” Marshy Diane Arnold i Susan Reagan to książka, która przypomina. Cicho, poetycko, bez moralizowania – ale z siłą, która zatrzymuje oddech. To opowieść o zwierzętach wyruszających w podróż przez świat w poszukiwaniu czegoś, co ludzkość zdążyła już prawie całkowicie zagubić: prawdziwej, naturalnej Ciemności. Ciemności, w której księżyc świeci, świetliki migają własnym blaskiem, a sowy polują tak, jak chciała tego natura. Ta niepozorna, 32-stronicowa książeczka wydawnictwa No Bell jest jednocześnie czymś znacznie większym niż ilustrowana opowiastka dla dzieci – to manifest w obronie nocy.


Autorzy: urodzony gawędziarz i mistrzyni światła

Marsha Diane Arnold należy do grona tych pisarek, które potrafią przemówić do dziecka i dorosłego jednocześnie – bez protekcjonalności, za to z niezwykłą wrażliwością na to, co ważne. Wielokrotnie nagradzana autorka książek obrazkowych sprzedała ponad milion egzemplarzy swoich tytułów na całym świecie. Media okrzyknęły Marshę “urodzonym gawędziarzem”, a nauczyciele pracujący z jej książkami podkreślają, że jej proza wyraża “ciepło i szacunek dla czytelnika” w każdym wieku.

Pomysł na tę historię kiełkował przez ponad dekadę. Dorastając w Kansas, wśród pól pszenicy i rozległych horyzontów, Arnold spędzała wieczory wpatrzona w rozgwieżdżone niebo. Lata później, podczas tygodniowej wyprawy konno w wysokie partie Sierra Nevada, gdy rozbita na wysokości ponad trzech tysięcy metrów, otworzyła namiot i zobaczyła nad sobą niebo tak gęste od gwiazd, że wybuchła śmiechem z zachwytu – wiedziała, że musi napisać tę książkę. Chciała, żeby takie niebo mogli zobaczyć wszyscy.

Za ilustracje odpowiada Susan Reagan – artystka, dla której rysowanie jest powołaniem sięgającym dzieciństwa. Absolwentka Columbus College of Art and Design, wykładowczyni ilustracji w prestiżowym Cleveland Institute of Art, Reagan konsekwentnie buduje swój język wizualny wokół historii, które ją wzruszają. “Zgaście światła” wymagało od niej czegoś szczególnie trudnego: uchwycenia gry między jasnością a Ciemnością, pokazania, że to Ciemność jest pożądana i piękna – a światło bywa intruzem. Kiedy Arnold zobaczyła pierwsze szkice Reagan, powiedziała, że zapierają dech. Trudno się nie zgodzić.

Wyprawa przez zaświetlony świat

“Zgaście światła” to opowieść o podróży – ale nie zwykłej. Bohaterami są zwierzęta nocne: Lisica i Chrząszcz (który okazuje się Świetlikiem), do których dołączają kolejni wędrowcy: Żaba, Niedźwiedź, malutkie żółwie, Jerzyk. Wszyscy szukają tego samego: Nocy. Prawdziwej Nocy – z jej Ciemnością, ciszą i naturalnym blaskiem.

Arnold zaczyna od noty autorskiej – zwięzłego, rzeczowego wstępu o zanieczyszczeniu światłem, który dostarcza czytelnikowi solidnej wiedzy zanim historia się rozpocznie. To mądre posunięcie redakcyjne: fakty trafiają do głowy, zanim emocje trafią do serca.

Sama opowieść rozgrywa się w rytmie lirycznej prozy, miejscami niemal poetyckiej. Zwierzęta przemierzają mokradła, gdzie Żaba czeka bezskutecznie na Ciemność, by dołączyć swój głos do nocnego chóru. Na górze Niedźwiedź nie może zapaść w hibernację, bo blask nie pozwala mu odczuć nadejścia zimy. Nad brzegiem morza żółwiki, mylące sztuczne światła ze świetlistą linią horyzontu, biegną w złym kierunku – zamiast do oceanu. Wreszcie cała gromada przepływa przez wielką wodę i dociera na odległą wyspę – taką, której nie dosięgnął jeszcze blask ludzkich miast. I tu, po raz pierwszy, Świetlik naprawdę świeci. Tu gwiazdy naprawdę migoczą. Tu Noc jest wreszcie Nocą.

Warto podkreślić zabieg literacki, który Arnold stosuje konsekwentnie przez całą książkę: Noc i Ciemność pisze wielkimi literami, traktując je jak postacie – ożywione, potrzebne, szukane. To subtelny, ale bardzo skuteczny sposób na nadanie abstrakcji konkretnej obecności.

Książka ma 32 strony – tyle, ile klasyczna książka obrazkowa. Format jest duży, co pozwala ilustracjom w pełni wybrzmieć. Twarda oprawa z obwolutą i staranny skład świadczą o tym, że wydawnictwo No Bell potraktowało ten tytuł z należną mu powagą.

Wartość i przesłanie: apel, który nie krzyczy

Najlepsze książki z przesłaniem nie moralizują. Nie grożą palcem, nie zasypują czytelnika statystykami, nie wywołują poczucia winy. “Zgaście światła” działa zupełnie inaczej – i właśnie dlatego działa tak skutecznie. Arnold pokazuje, nie poucza. Opowiada historię pełną empatii wobec zwierząt, które po prostu potrzebują czegoś naturalnego – i nie mogą tego dostać, bo ludzki świat jest zbyt jasny, zbyt głośny, zbyt przesycony sztucznym blaskiem.

Ale przesłanie tej książki wykracza daleko poza troskę o dzikie zwierzęta. To pytanie zadane wprost nam wszystkim: kiedy ostatnio widziałeś konstelacje? Kiedy ostatnio leżałeś na trawie i liczyłeś gwiazdy? Kiedy ostatnio widziałeś świetliki? Wiele dzieci nigdy nie widziało prawdziwej Ciemności nocnego nieba. Wiele dorosłych zapomniało, jak wygląda Droga Mleczna.

“Zgaście światła” otwiera przestrzeń do rozmowy – o ekologii, o zdrowiu (sztuczne światło zaburza rytm dobowy, wywołuje problemy ze snem i inne dolegliwości zdrowotne), o tym, co tracimy jako gatunek, odcinając się od naturalnych cykli przyrody. To doskonały pretekst do rozmów między rodzicami a dziećmi – bez konieczności uciekania się do straszenia czy dramatyzowania.

Warstwa graficzna: ciemność jako bohater

Susan Reagan stworzyła ilustracje, które są same w sobie małymi arcydziełami. Pracuje ograniczoną paletą barw – dominują głębokie granatowe błękity, głęboka czerń i subtelne złoto – co sprawia, że nieliczne jasne akcenty nabierają niezwykłej siły. Miasta i drogi toną w zimnym, monotonnym blasku lamp. Zwierzęta na tych stronach wyglądają na zmęczone, zagubione, zdezorientowane.

Gdy wreszcie bohaterowie docierają na wyspę wolną od sztucznego światła, ilustracje eksplodują – ale spokojnie, z wyczuciem. Gwiaździste niebo roztacza się na pełnej rozkładówce. Migoczą świetliki. Nocne rośliny świecą własnym, subtelnym blaskiem. To wizualne uderzenie jest możliwe właśnie dlatego, że ilustratorka przez całą wcześniejszą część książki konsekwentnie tłumiła kolory – żeby ten jeden moment wybrzmiał z całą siłą.

Szczególnie zapamiętuje się rozkładówkę, na której strumień źródeł światła przecina stronę ukośnie jak reflektor – domy, samochody, ciężarówki, lampy. Prosta lista, zamieniona przez Reagan w wizualną metaforę nadmiaru. I kontrapunkt: ta sama kompozycja, ale z Ciemnością i gwiazdami.

Zgaście światła, zanim zgaśnie coś ważniejszego

“Zgaście światła” Marshy Diane Arnold i Susan Reagan to jedna z tych rzadkich książek, które można czytać dziecku i samemu mieć łzy w oczach – nie z sentymentu, lecz z rozpoznania czegoś prawdziwego. Ta historia trafia w czuły punkt: przypomina nam, że utraciliśmy coś, czego nawet nie szukamy, bo nie wiemy, że nam brakuje.

Wydawnictwo No Bell wydało ją w Polsce w tłumaczeniu Tomasza Zymera – tłumaczeniu, które pozwala polskiemu czytelnikowi poczuć poetycki rytm prozy. Książka przeznaczona jest dla czytelników w wieku 1-100 lat – i to nie jest pustosłowie. Dorośli potrzebują jej tak samo jak dzieci.

Jeśli szukasz książki, która otworzy rozmowę o tym, co ważne, która wzruszy i zachwyci jednocześnie, która zostanie na półce na lata i będzie do niej wracać – to jest właśnie ta książka.

Zgaście światła. I dopiero wtedy zobaczcie.

Dziecieca ciekawosc blok 1
obserwuj przystanek rodzinka instagram 2
polub przystanek rodzinka facebook
Przewijanie do góry