dagfrid

Dagfrid – wikińska buntowniczka, która skradnie serce każdego dziecka (i rodzica!)

Jest coś osobliwego w tym, że jedną z najzabawniejszych, najodważniejszych i najbardziej aktualnych bohaterek współczesnej literatury dziecięcej jest – zamieszkująca X wiek i wikińską wioskę gdzieś na północnym krańcu świata -Dagfrid. Tak właśnie ma na imię ta niepokorna córka wikinga – postać, która od pierwszej strony wdziera się do serca czytelnika z taką samą energią, z jaką sama parłaby na podbój nieodkrytego lądu. Gdyby tylko ktoś nie stał na drodze z misą śmierdzących ryb.

Seria autorstwa francuskiej pisarki Agnès Mathieu-Daudé z ilustracjami Oliviera Talleca trafiła do polskich czytelników dzięki wydawnictwu Tatarak – i jest to jeden z tych transferów literackich, za które tłumaczom i wydawcom należy się medal. Seria błyska dowcipem jak miecz wikinga w słońcu, rozbawia do łez i – zupełnie nienachalnie – przemyca przesłanie tak ponadczasowe, że można by je wyryć w kamieniu runami: bądź sobą, nawet gdy wszystko dookoła mówi, że nie możesz.

Cztery tomy dostępne w Polsce tworzą spójny, choć czytany każdy osobno, zupełnie satysfakcjonujący świat. Świat, w którym domy robi się z torfu, jada wyłącznie ryby, dziewczynki zaplatają warkocze, a chłopcy leżą do góry brzuchem. Przynajmniej tak było – zanim pojawiła się Dagfrid.

Kto stoi za Dagfrid? Autorzy, którzy zachowują wszystko, co ważne

Agnès Mathieu-Daudé urodziła się w 1975 roku w Montpellier. Z wykształcenia jest konserwatorem dziedzictwa kulturowego. To osoba, która zawodowo ratuje od zapomnienia to, co piękne i ważne: dzieła sztuki, wspomnienia z dzieciństwa, przepisy na dżemy i ulotne chwile. Ta wrażliwość na rzeczy, które warto zachować, wyraźnie przebija przez jej pisarstwo.

Agnès Mathieu-Daudé prowadzi bujne życie twórcze w Paryżu, w towarzystwie dzieci i królika, który – jak sama przyznaje – pożera jej książki. Seria o Dagfrid to owoc jej fascynacji tym, jak humor i codzienność mogą być narzędziem opowiadania o rzeczach naprawdę poważnych – o nierówności, o odwadze, o prawie do bycia sobą. We Francji seria liczy już kilka tomów i zdobyła uznanie czytelników oraz nominację do Prix des libraires du Québec Jeunesse 2021.

Ilustracje to domena Oliviera Talleca – bretończyka z urodzenia, paryżanina z wyboru, artysty z powołania. Urodzony w 1970 roku w Bretanii, po ukończeniu paryskiej szkoły graficznej pracował w reklamie, po czym poświęcił się w całości ilustracji – tworząc rysunki dla prasy i ilustrując ponad pięćdziesiąt książek dla dzieci. Krytycy doceniają jego talent do uchwycenia subtelnych dramatów i radości dzieciństwa poprzez wyraziste obrazy – jego prace zapraszają do uważnej obserwacji i refleksji, delikatnie zaczepiając o najczulsze struny. Pracuje głównie gwaszem, akrylem i ołówkiem, a wśród projektów najbliższe jego sercu są te humorystyczne. Połączenie pióra Mathieu-Daudé z kreską Talleca to prawdziwy duet dynamit – każda strona rozbawia i zachwyca jednocześnie.

Przekładu na język polski podjęła się Ewa Nicewicz, której udało się zachować cały wikińsko-ironiczny koloryt oryginału – nie małe to wyzwanie, zważywszy na specyficzny, gawędziarski ton narracji.

Co kryją strony? Treść, rozdziały i zawartość serii

Tom 1: Dagfrid. Córka wikinga

Pierwsza odsłona serii to jednocześnie manifest i zaproszenie. Dagfrid przedstawia się czytelnikowi z miejsca, bez owijania w bawełnę: ma dość. Ma dość swojego imienia (choćby Astrid albo Ida – wszystko byłoby lepsze!), ma dość fryzury w stylu “buły na uszach”, ma dość sukienek, w których nie można biegać po skałach, i ma dość ryb. Ryby są najgorsze.

Na 48 stronach, w poręcznym formacie 12,5 x 19 cm, autorka buduje świat wikińskiej wioski z taką precyzją i dowcipem, że czytelnik niemal czuje morską bryzę i smród suszonych ryb. Dagfrid opowiada swoją historię w pierwszej osobie – to jej głos, jej ironia, jej rozterki. Kiedy postanawia coś zmienić, nie czeka na bohatera: sama szyje sobie spodnie (z pomocą brata, któremu w zamian uczy szycia – bo nikt przecież nie zna się na wszystkim), buduje łódź i wyrusza na poszukiwanie czegoś więcej. Jej misja to raczej znalezienie czegoś innego do jedzenia niż ryba – i rzeczywiście, po pewnym czasie jej się to udaje. Przy okazji zaczyna doceniać kilka rzeczy, których wcześniej nie doceniała – jak choćby własne imię.

Książka brała udział w kampanii #TataTeżCzyta 2025 i jest współfinansowana w ramach programu Unii Europejskiej “Kreatywna Europa” oraz ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Tom 2: Dagfrid. Bunt na pokładzie

W drugim tomie (56 stron) Dagfrid staje przed nowym wyzwaniem: musi przygotować wystawną ucztę dla wodzów. Podobno to zaszczyt. Problem w tym, że Dagfrid nie ma najmniejszej ochoty gotować – szczególnie gdy jej brat Odalrik całymi dniami leży do góry brzuchem i nikt nie każe mu nic robić. Ta “okropna niesprawiedliwość” staje się punktem wyjścia do przewrotnej historii o tym, dlaczego jedne osoby muszą pichcić śmierdzące ryby, a inne mogą się przygotowywać do heroicznych czynów. Dagfrid nie chce gotować dla wodzów, nie widzi sensu w sprzątaniu całymi dniami i zaczyna zadawać niewygodne pytania o to, czemu jej brat może leżeć do góry brzuchem, a ona musi ogarniać cały dom.

Tom 3: Dagfrid i wymarzone zwierzątko

Czwarty tom (68 stron, najobszerniejszy w serii) to historia jak z życia wzięta – tyle że w wikińskiej scenerii. Dagfrid marzy o własnym zwierzątku. Najlepiej kotku. Ale mama nie chce słyszeć – jej ukochany “dorszyk”, czyli brat Dagfrid, jest uczulony na sierść. Dagfrid musi więc ruszyć głową. Jak na bohaterkę tej serii przystało, nie poddaje się łatwo – i jej pomysłowość w poszukiwaniu odpowiedniego zwierzęcia jest absolutnie bezcenna. Książka również wydana w ramach projektu #TataTeżCzyta.

Tom 4: Dagfrid. Jutro będzie futro ⭐ NOWOŚĆ – polecana w kampanii #TataTeżCzyta2026

Trzeci tom (60 stron) to ta odsłona, którą w 2026 roku rekomenduje kampania #TataTeżCzyta – i nie bez powodu. Tym razem cała rodzina musi wyruszyć na Grenlandię, na wesele kuzynki Heldy. Problem? Tata Dagfrid choruje na morską chorobę, a bratu nie wolno żeglować. Czyli wypływa ktoś, kto tego zupełnie nie planował – Dagfrid właśnie. Robi się bardziej epicko – choć nadal absurdalnie zabawnie. Rodzina, która średnio nadaje się na wikingów, wyrusza w daleką podróż, i oczywiście nic nie idzie tak, jak powinno. Wesele wikingów to nie lada wydarzenie i ta historia doskonale nadaje się do czytania razem z tatą – z głośnym śmiechem i komentarzami w tle. Książka wydana w ramach projektu #TataTeżCzyta, dofinansowanego ze środków Unii Europejskiej w ramach programu “Kreatywna Europa”.

Po co czytać Dagfrid?

Seria Dagfrid to literatura, która ma coś ważnego do powiedzenia – ale mówi to szeptem, przy wtórze śmiechu, a nie z moralizatorskim palcem uniesionym do góry. To jej największa zaleta.

Autorka robi to nienachalnie i z dużą dawką przyjemnego dowcipu. Bohaterka jest pewna siebie, zaradna, niepozbawiona poczucia humoru, a nawet ironiczna. Dagfrid nie walczy z systemem z powodów ideologicznych – ona po prostu nie chce jeść ryb i chce biegać swobodnie. Jej bunt jest dziecięcy, autentyczny, zrozumiały dla każdego siedmiolatka. A przy okazji pokazuje, że pytanie “dlaczego ja muszę, a on nie?” jest pytaniem tak starym jak ludzkość – i że warto je zadawać.

Seria mówi dzieciom: bądź sobą. Ucz się od innych, ale nie dlatego, że “tak wypada” – bo “nikt przecież nie zna się na wszystkim”. Dagfrid pomaga swoim – ale nie kosztem własnej tożsamości. Odkrywa nowe lądy – bo odwaga jest fajniejsza niż strach. I zdaje sobie sprawę z tego, że czasem to, co uważałeś za brzydkie (swoje imię, swoją inność), ma w sobie coś wyjątkowego.

Autorka w lekki sposób łączy realia historyczne z aktualnymi tematami – równością płci, potrzebą niezależności i byciem sobą mimo presji otoczenia. Dagfrid to bohaterka, która trafia zarówno do dziewczynek szukających odwagi, jak i do chłopców – bo jej historia jest po prostu historią kogoś, kto chce żyć na własnych warunkach. To przesłanie ponadczasowe i ponadpłciowe.

Wikińska rewolucja w małym, poręcznym formacie

Pod względem wydawniczym seria jest przemyślana i spójna. Każdy tom ukazuje się w miękkich okładkach, formacie 12,5 x 19 cm – poręcznym, mieszczącym się w dłoni dziecka, idealnym do zabrania na wyprawę (nawet wikińską). Spory font, kolorowa zabawna ilustracja na każdej rozkładówce i wciągająca fabuła czynią ją idealną lekturą dla początkujących czytelników.

Ilustracje Oliviera Talleca to osobny powód, dla którego warto po tę serię sięgnąć. Humorystyczne, kolorowe ilustracje, które mogą kojarzyć się z estetyką francuskiego komiksu dla dzieci, dopełniają obrazu całości – nawet jeśli dymków komiksowych w książce brak. Tallec rysuje z poczuciem humoru i precyzją – jego Dagfrid wygląda dokładnie tak, jak powinna wyglądać: niesfornie, z iskrą w oku i lekkim grymasem niezadowolenia na twarzy, który w jednej chwili może zmienić się w triumfalny uśmiech.

Narracja prowadzona w pierwszej osobie sprawia, że tekst jest żywy – jakby Dagfrid siedziała obok czytelnika i opowiadała swoją historię przy ognisku (niekoniecznie przy rybach). Pierwszoosobowa narracja jest tym bardziej przekonująca, że prowadzona raczej potocznym, mówionym językiem, co robi bardzo dobre wrażenie.

Seria ukazuje się nakładem wydawnictwa Tatarak – jednego z polskich wydawców konsekwentnie stawiającego na literaturę wartościową, zabawną i wizualnie przemyślaną. Dofinansowanie z programu “Kreatywna Europa” Unii Europejskiej oraz Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego potwierdza, że to projekt traktowany poważnie – i słusznie.

Wpłyń z Dagfrid na nieznane wody

Seria Dagfrid to rzadki przypadek książek, przy których śmieją się zarówno dzieci, jak i dorośli – ale z różnych powodów. Dzieci śmieją się z ryb, z “buł” na uszach i z nieudanych planów rodziny, która zupełnie nie nadaje się na wikingów. Dorośli śmieją się z tego samego, a przy okazji rozpoznają w Dagfrid kogoś bliskiego – może siebie z dzieciństwa, może swoje własne dziecko, które też pyta “dlaczego ja muszę, a on nie?”.

Cztery tomy dostępne w Polsce – “Córka wikinga”, “Bunt na pokładzie”, “Jutro będzie futro” (polecana w kampanii #TataTeżCzyta 2026!) i “Wymarzone zwierzątko” – tworzą serię, którą można czytać w dowolnej kolejności, ale którą naprawdę dobrze czyta się od początku. Każdy tom to samodzielna przygoda, ale razem składają się na pełny portret niezwykłej bohaterki.

Seria polecana jest dla dzieci od 7 lat, choć śmiało mogę powiedzieć, że czterolatki słuchające głośnego czytania też się przy niej świetnie bawią. A tata czytający Dagfrid swoim dzieciom? Gwarantuję – po pierwszym tomie sam będzie pytał, kiedy przychodzi następny.

Bo czytanie, które bawi i łączy – to jest właśnie supermoc.

Dziecieca ciekawosc blok 1
obserwuj przystanek rodzinka instagram 2
polub przystanek rodzinka facebook
Przewijanie do góry