IMG 5490

Za tymi drzwiami zaczyna się inne życie – recenzja książki “Dom numer 5” Justyny Bednarek

Zamknij oczy i wyobraź sobie, że jutro budzisz się i nie widzisz. Nie chodzi o ciemność snu – chodzi o permanentną mgiełkę, przez którą świat staje się niewyraźny, niebezpieczny i obcy. A teraz wyobraź sobie, że w tej samej chwili ktoś, kto przez lata cierpiał na tę samą dolegliwość, nagle widzi wyraźnie po raz pierwszy w życiu. Co poczuje? Jak zmieni się jego sposób patrzenia na świat – i na drugiego człowieka?

Właśnie to jest sednem książki “Dom numer 5” – jednej z tych rzadkich pozycji, które po odłożeniu na półkę nadal w Tobie żyją, szepcząc pytania, na które nie ma łatwych odpowiedzi. W czasach, gdy przemoc rówieśnicza staje się codziennością w szkolnych korytarzach i mediach społecznościowych, a słowo “dręczyciel” pada z ust coraz młodszych dzieci, ta 120-stronicowa opowieść trafia w sam środek problemu z precyzją chirurga i czułością rodzica.

Książka “Dom numer 5” to nie kolejna grzeczna bajka o tym, że zło jest złe, a dobro dobre. To historia, która bierze czytelnika za rękę i prowadzi w miejsce, gdzie granice między sprawcą a ofiarą rozmywają się jak atrament w deszczu. I właśnie dlatego jest tak niezwykle potrzebna – zarówno dzieciom, jak i ich rodzicom.


Justyna Bednarek – pisarka, która nie boi się trudnych tematów

Justyna Bednarek, urodzona w 1970 roku w Warszawie, jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych autorek literatury dziecięcej w Polsce. Z wykształcenia romanistka, przez lata pracowała jako dziennikarka i redaktorka w pismach kobiecych. Swoją przygodę z literaturą dziecięcą rozpoczęła w 2004 roku od wierszowanych bajek o skrzacie Lenku, jednak prawdziwy przełom nastąpił dekadę później.

W 2015 roku ukazały się Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek – książka, która natychmiast podbiła serca młodych czytelników i ich rodziców, stając się absolutnym bestsellerem i lekturą szkolną. Seria o skarpetkach przetłumaczona została na kilkanaście języków – między innymi grecki, hiszpański i włoski – i trafiła na sceny teatralne w całej Polsce. Autorka jest wielokrotnie nagradzana: Warszawską Nagrodą Literacką, nagrodą Empiku “Przecinek i Kropka”, nagrodą im. Kornela Makuszyńskiego i tytułem Książki Roku Polskiej Sekcji IBBY.

“Dom numer 5” to jednak inny Bednarek niż ten, którego znają fani skarpetek. Autorka, która zamiast chować się za humorem i lekkością, postanowiła stanąć twarzą w twarz z przemocą, niepełnosprawnością i moralnymi dylematami dwunastolatków. I wychodzi z tej konfrontacji z tarczą – nie dlatego, że ma łatwe odpowiedzi, lecz dlatego, że zadaje właściwe pytania.

Ilustracje do książki stworzyła Anna Sędziwy – artystka, która swoim charakterystycznym, poetyckim stylem sprawia, że nawet najtrudniejsze sceny nie przytłaczają młodego czytelnika, lecz skłaniają do refleksji.

Co kryje się za drzwiami “Domu numer 5”? – omówienie treści

Dwunastoletni Piotrek jest chłopcem, którego życie wyznacza jeden przedmiot: okulary z grubymi szkłami jak denka od słoików. Postępująca choroba wzroku sprawia, że bez okularów widzi tylko mgiełkę, a z nimi – zaledwie trochę więcej. W szkole jest niewidzialny w najgorszym możliwym sensie tego słowa: pomijany, zawsze wybierany jako ostatni do drużyny, sadzany na ławce rezerwowych. Dopóki nie pojawia się pan Gliwiusz – nauczyciel WF-u, który mówi mu: “Możesz szybciej. Stać cię na więcej.”

Jeden mecz koszykówki zmienia wszystko. Piotrek zdobywa decydujący punkt – i podpada Erykowi, klasowemu osiłkowi, który ani myśli pogodzić się z porażką. Eryk kradnie okulary Piotrka i zaczyna pościg. Chłopiec biegnie ile sił, kierując się instynktem przez ogródki działkowe, aż wpada do tajemniczego, zarośniętego budynku – domu numer 5.

I tutaj Bednarek wykonuje mistrzowski ruch fabularny: role chłopców odwracają się. Piotrek zaczyna widzieć wyraźnie po raz pierwszy w życiu. Eryk traci wzrok. Obaj trafiają do świata przypominającego drugowojenne realia – z łapankami, egzekucjami i żołnierzami w mundurach z trupimi czaszkami. Spotykają Kapitana, który zleca im kluczową misję: doręczenie meldunku do obozu przyjacielskich wojsk.

Opowieść balansuje między realizmem a fantastyką, między przygodą a moralitetem. Obaj chłopcy muszą współpracować, choć się nienawidzą. Muszą zdać się na siebie nawzajem w sytuacjach, które nie dają przestrzeni na fochy i urazy. Piotrek staje przed pokusą zemsty – i nie jest to pokusa łatwa do odparcia. Eryk na własnej skórze poznaje, czym jest bezsilność i protekcjonalne traktowanie.

To opowieść krótka – zaledwie 120 stron – ale gęstości znaczeń w niej jest tyle, co w książkach trzy razy dłuższych. Każdy rozdział to kolejny etap wewnętrznej podróży obu chłopców, a metafora wojennej zawieruchy jako obrazu szkolnych prześladowań działa z poruszającą siłą.

Wartość i przesłanie – o czym naprawdę jest ta książka

Przesłanie książki “Dom numer 5” jest tak dobitne, że aż trochę boli. Autorka wkłada je w usta Kapitana: dopóki na świecie dzieciaki będą się przezywać, robić sobie krzywdę, zabierać okulary i kopać w bolące kolana, ta wojna nigdy się nie skończy. Słowa proste jak młot kowalski – i tak samo skuteczne.

Książka “Dom numer 5” ma jednak tę rzadką cechę, że nie operuje czarno-białymi postaciami. Eryk nie jest arcyzłym łobuzem bez uczuć. Piotrek nie jest bezduszną ofiarą bez skazy. Obaj są po prostu chłopcami – z lękami, ambicjami, urazą i potrzebą akceptacji. Bednarek pokazuje, że od dręczyciela do ofiary jest naprawdę tylko krok, a role mogą się odwracać nieoczekiwanie. To przesłanie, które uderza prosto w serce, bo jest prawdziwe.

Równie ważny jest wątek niepełnosprawności. Autorka nie robi z Piotrka nietykalnej ofiary zasługującej wyłącznie na litość. Nie zdejmuje z niego odpowiedzialności za własne reakcje i wybory. To odważne podejście i zarazem jedyne uczciwe – bo niepełnosprawność nie jest tarczą, która zwalnia z moralnych zobowiązań.

Książka “Dom numer 5” to również głęboka refleksja o roli dorosłych: nauczyciela, który widzi więcej niż inni i nie przykłada człowieka do schematu, rodziców, którzy wspierają bez wyręczania. To subtelna, ale wyraźna lekcja o tym, że prawdziwa pomoc nie polega na zdejmowaniu wyzwań z drogi, lecz na towarzyszeniu w ich pokonywaniu.

Warstwa graficzna i wydanie – książka, którą chce się dotykać

Ilustracje Anny Sędziwy pojawiają się w kluczowych momentach narracji i pełnią funkcję emocjonalnych punktów orientacyjnych. Utrzymane w stonowanej, pastelowej palecie barw, z delikatną kreską, która bardziej sugeruje niż opisuje – nie epatują brutalnością, lecz dotykają tematu z artystyczną wrażliwością. Sceny wojenne nie są dosłowne – są metaforyczne i przez to tym silniejsze w odbiorze dziecięcego czytelnika.

Typografia jest przejrzysta, czcionka dostatecznie duża, by nie męczyć wzroku. Białe marginesy dają tekstowi oddech, a całość sprawia wrażenie pozycji przemyślanej nie tylko treściowo, ale i wizualnie. Książka Dom numer 5 to również znakomity prezent.

Dlaczego książka Dom numer 5 powinna być na półce Twojego dziecka

Książka “Dom numer 5” Justyny Bednarek to jedna z tych pozycji, po których nie można po prostu przejść do porządku dziennego. Przez te 120 stron autorka prowadzi czytelnika przez świat, w którym przemoc nie ma jednej twarzy, empatia jest umiejętnością wymagającą ćwiczenia, a prawdziwa siła polega nie na dominacji – lecz na odwadze, by stanąć po stronie słabszego.

To książka dla dzieci od 10. roku życia, ale równie mocno przemawia do dorosłych – rodziców, nauczycieli, wszystkich, którzy chcą rozumieć świat szkolnych korytarzy i boiskowych hierarchii. Sprawdza się znakomicie jako punkt wyjścia do rozmowy z dzieckiem o bullyingu, niepełnosprawności i empatii – rozmowy, która często jest trudna, ale której prowadzić nie można się bać.

Justyna Bednarek udowodniła, że literatura dziecięca może i powinna być przestrzenią, w której porusza się najtrudniejsze tematy. Z myślą o dzieciach – i o nas, dorosłych, którzy je wychowujemy.

Dziecieca ciekawosc blok 1
obserwuj przystanek rodzinka instagram 2
polub przystanek rodzinka facebook
Przewijanie do góry