na grzbiecie jednorozca

Kiedy szpital staje się domem, a jednorożec nadzieją – „Na grzbiecie jednorożca”: książka, której dzieci potrzebują


Pewnie nie raz stałaś przed tym dylematem: jak rozmawiać z dzieckiem o czymś, co samo w sobie jest przerażające? Jak tłumaczyć białaczkę, szpital, chemię – słowami, które nie odbiorą mu poczucia bezpieczeństwa? Większość z nas w takiej chwili milknie. Albo mówi za dużo. Albo szuka książki, która zrobi to lepiej niż my.

Właśnie taką książką jest Na grzbiecie jednorożca Mariangeli Di Fiore, wydana w Polsce w lutym 2026 roku przez Wydawnictwo Literackie, z ilustracjami Lisy Aisato. To jedna z tych pozycji, przy których odkładasz ją na chwilę i myślisz: dobrze, że to istnieje. Dobrze, że ktoś to napisał. I że napisał to tak, a nie inaczej.

Bo ta książka o raku dla dzieci nie straszy. Nie epatuje cierpieniem. Nie serwuje łatwego wzruszenia. Robi coś trudniejszego i cenniejszego zarazem: pokazuje chorobę tak, jak widzi ją samo dziecko.

Ta książka trafia prosto w serce, bo nie robi tego, czego się po niej spodziewamy. Nie dramatyzuje. Nie wyciska łez na siłę. Nie moralizuje. Zamiast tego daje nam coś o wiele cenniejszego: dziecięcy punkt widzenia w całej jego surowości i magii. Rzeczywistość, w której obok diagnozy jest miejsce na zabawę w klocki, rysowanie statku piratów i marzenie o torcie ze Spidermanem na urodzinach.

To właśnie dlatego Na grzbiecie jednorożca jest książką ważną nie tylko dla rodzin dotkniętych chorobą. Jest ważna dla każdego, kto kiedykolwiek zastanawiał się: jak w ogóle rozmawiać z dzieckiem o tym, co trudne?


Autorzy – kto stoi za tą wyjątkową książką?

Mariangela Di Fiore to włoska pisarka, która sięgnęła po ten temat z powodów głęboko osobistych. Przez ponad dwa lata jej córka walczyła z chorobą nowotworową. Całe życie rodziny podporządkowało się szpitalnym rytmom: wynikach krwi, izolatkach, wizytach i długim, wyczerpującym czekaniu. Di Fiore pisała tę książkę z pozycji kogoś, kto tę rzeczywistość zna od środka – każdy jej szczegół, każdy drobny ból i każdą chwilę nadziei. I to czuć na każdej stronie. Nie ma tu nic wydumanego ani na pokaz. Jest prawda, opowiedziana z ogromną czułością.

Ilustracje stworzyła Lisa Aisato – norweska artystka urodzona w 1981 roku, jedna z najbardziej rozpoznawalnych ilustratorek współczesnej Skandynawii. W Polsce znana jest przede wszystkim z albumów Życie, Młodość, Dorosłość. Wyznania i Starość. O tym co najważniejsze, a także z ilustracji do książek Mai Lunde (m.in. Śnieżna Siostra).

Była nominowana do nagrody Astrid Lindgren Memorial Award i H.C. Andersen Award. Jej styl jest absolutnie rozpoznawalny: łączy niemal fotograficzny realizm portretów z malarską, baśniową przestrzenią wokół nich. Dla wielu czytelników samo jej nazwisko na okładce jest wystarczającym powodem, żeby sięgnąć po książkę.

Przekładu na język polski dokonała Milena Skoczko-Nakielska, zachowując prostotę i naturalny rytm dziecięcej narracji.


O czym jest książka „Na grzbiecie jednorożca”?

Vilja ma kilka lat i powinna właśnie szykować się do szkoły. Zamiast tego od dłuższego czasu przebywa w szpitalu. Zachorowała na białaczkę i jej nowa codzienność wygląda zupełnie inaczej niż u rówieśników: kroplówki, izolacja, wyniki do czekania, rurka w nosie, czekolada, której jeść nie wolno.

Autorka prowadzi całą narrację z perspektywy Vilji. Nie tłumaczy choroby językiem medycznym ani nie analizuje jej z dorosłego punktu widzenia.

Podobny zabieg zastosowano w O, Choroba — komiksowej historii o białaczce, w której humor i wyobraźnia pomagają dzieciom oswoić się z tym, co na co dzień budzi lęk.

Pozwala po prostu patrzeć oczami małej dziewczynki, dla której szpital jest po prostu nowym domem – niechcianym, ale oswojonym. Obok Vilji pojawia się jej przyjaciel Sindre, rodzice, personel szpitalny oraz William – starszy brat, który rzadko przyjeżdża i którego wizyta na urodzinach jest jednym z największych marzeń bohaterki.

Fabuła nie jest klasycznie zbudowana z kulminacją i rozwiązaniem. To raczej seria codziennych obrazków, rozmów i pytań, które Vilja i Sindre zadają dorosłym wokół siebie. Pytań pozornie dziecinnych, a w rzeczywistości bardzo głębokich: co to jest śmierć? Na co warto czekać? Co jest najlepsze na świecie? W tych prostych dialogach kryje się ogromny ładunek emocjonalny i mądrość, której trudno szukać w grubszych tomach.

Mocnym wątkiem całej książki jest motyw czekania. Vilja czeka na wyniki, na wyjście z izolatki, na brata, na urodziny, na wrzesień i szkołę. To czekanie mogłoby być tylko smutkiem. W tej opowieści staje się fundamentem nadziei – bo skoro jest na co czekać, jest też po co wstawać rano.

Warto też zaznaczyć, że Di Fiore nie omija trudnych słów. W książce pada słowo „rak”. Wprost, bez eufemizmów. To odważny i mądry wybór, bo oswajanie lęku zaczyna się właśnie od tego – od możliwości powiedzenia tego słowa na głos.


Wartość i przesłanie – dlaczego to ważna książka o raku dla dzieci?

Na grzbiecie jednorożca jest wartościowa na wielu poziomach jednocześnie, co zdarza się w literaturze dziecięcej rzadko.

Dla dzieci chorych i ich rodzin ta książka może być czymś w rodzaju lustra – potwierdzeniem, że ich doświadczenie jest prawdziwe, że ktoś je widzi i że nie są w tym sami. Specjaliści są tu zgodni: psychoonkolożka Adrianna Sobol podkreśla, że książka wyjątkowo trafnie oddaje psychologiczny wymiar choroby nowotworowej u dziecka.

Dla dzieci zdrowych to lekcja empatii, której żaden podręcznik nie zastąpi. Wchodząc w świat Vilji, dziecko rozumie, jak wygląda codzienność rówieśnika w szpitalu – nie abstrakcyjnie, ale konkretnie, przez klocki, tęsknotę za bratem i marzenie o torcie ze Spidermanem.

Dla dorosłych czytelników ta historia robi jeszcze coś innego. Przypomina, jaką wartość mają rzeczy, które zwykle bierzemy za oczywiste. Kiedy Vilja marzy o zwykłym poranku w domu, o śniadaniu bez kroplówki, o zabawie z kolegami – nagle nasze codzienne drobiazgi nabierają innego ciężaru. To nie jest moralizowanie. To po prostu efekt uboczny wejścia w czyjś świat z uwagą i otwartym sercem.


Warstwa graficzna – ilustracje Lisy Aisato

Trudno pisać o tej książce bez poświęcenia osobnego akapitu ilustracjom, bo to one są tu równoprawnym głosem narracji.

Lisa Aisato stworzyła prace, które robią coś bardzo rzadkiego w ilustracji książkowej: są jednocześnie realistyczne i magiczne. Twarze bohaterów oddane są z fotograficzną precyzją – widać w nich konkretne emocje, zmęczenie, strach, ciepło. Przestrzeń wokół nich jest już inna: baśniowa, malarska, wypełniona symboliką. Jednorożec – tytułowy i dosłowny – pojawia się jako symbol wyobraźni i chwilowego uwolnienia od szpitalnej rzeczywistości. Nie jako naiwna ozdoba, ale jako coś, za czym dziecko może się skryć, gdy rzeczywistość jest zbyt ciężka.

Wydawnictwo Literackie zadbało o staranne wydanie: twarda oprawa, wysoka jakość druku, format stworzony do wspólnego oglądania i czytania. To książka, do której chce się wracać – nie tylko po tekst, ale i po obrazy.


PODSUMOWANIE

Na grzbiecie jednorożca to jedna z najważniejszych książek dla dzieci wydanych w Polsce w ostatnim czasie. Mówi o raku bez dramatyzowania, o nadziei bez fałszywego optymizmu, o dzieciństwie bez odbierania mu prawa do istnienia nawet w najtrudniejszych okolicznościach.

To nie jest książka, którą trzeba czytać dopiero wtedy, gdy choroba pojawi się blisko. Warto sięgnąć po nią wcześniej – jako narzędzie do rozmów, których boimy się zacząć. Jeśli szukasz podobnych pozycji, które pomagają przeprowadzić dziecko przez najtrudniejsze tematy, zajrzyj też do naszego zestawienia — (książki o śmierci dla dzieci), które od lat wspierają rodziców w tych rozmowach.

Polecam bez wahania – zarówno rodzicom dzieci chorych, jak i tym, którzy chcą wychować dziecko wrażliwe na świat innych.

Dziecieca ciekawosc blok 1
obserwuj przystanek rodzinka instagram 2
polub przystanek rodzinka facebook
Przewijanie do góry