Untitled design

“Czy moje dziecko mówi wyraźnie?” Język to najlepszy aparat ortodontyczny, a ta książka to jego instrukcja obsługi

„Czy to jeszcze norma?” – to pytanie słyszę w gabinecie częściej niż „dzień dobry”. Rodzice przynoszą je w telefonie, w notesie, czasem tylko w spojrzeniu. Wcześniej przeszukali fora i grupy, dostali dwadzieścia sprzecznych odpowiedzi i jedną najgorszą: „wyrośnie z tego”. „Czy moje dziecko mówi wyraźnie” Anny Skiby to książka, która porządkuje ten szum. Nie straszy i nie usypia czujności. Działa jak dobra mapa: pokazuje, gdzie dziecko powinno być na danym etapie, które zakręty są naturalne i gdzie zaczyna się teren, na który lepiej wejść ze specjalistą. Dlatego z radością objęłam ją matronatem 💙.

Neurologopedka, która mówi językiem rodziców

Anna Skiba jest mamą i neurologopedką kliniczną, specjalistką wczesnej opieki logopedycznej. Od ponad dekady zajmuje się diagnozą i terapią dzieci z wadami wymowy i zaburzeniami komunikacji. Wykształcenie zdobywała na Uniwersytecie Wrocławskim i Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu. Rodzice znają ją przede wszystkim z serii „Na językach zwierząt”, w której zwierzaki zajadają przysmaki i przy okazji ćwiczą buzie. Są w niej także tomy poświęcone głoskom szumiącym i trudnej głosce R. Autorka napisała też poradnik „Kiedy zacznie mówić” i prowadzi bloga Logopediadladzieci. Jej specjalność to profilaktyka, czyli wyłapywanie trudności, zanim zamienią się w utrwalony nawyk. Ta perspektywa przenika cały nowy poradnik.

Rocznik po roczniku, głoska po głosce

Książka ma przejrzystą konstrukcję. Rdzeniem jest pięć rozdziałów „rocznikowych”, a ich tytuły od razu mówią, czego się spodziewać. „Wygadany trzylatek” to wiek zmiękczeń, przestawiania sylab („lomokotywa”) i upraszczania zbitek („pećkole”). Jest to jednak także moment, w którym dziecko powinno już unosić język i wymawiać L.

„Eksplozja pytań u czterolatka” opisuje czas neologizmów i pierwszych opowieści. „Szafa zamiast safa” towarzyszy pięciolatkom w spotkaniu z głoskami szumiącymi. Rozdział o sześciolatku jest poświęcony głosce R, a „Witaj, szkoło!” pokazuje, dlaczego wada wymowy u siedmiolatka utrudnia naukę czytania i pisania. W tym ostatnim rozdziale autorka porusza też temat ekranów: czasu przed nimi, tempa bajek i tego, co dzieje się z uwagą dziecka, kiedy obrazy zastępują rozmowę.

Każdy z tych rozdziałów kończy się listą sygnałów alarmowych. To najcenniejsza część poradnika. Znajdziemy tam nie tylko głoski, ale też sposób picia, gryzienia, spania i zabawy. Zaskakująco wiele z tych punktów dotyczy codzienności: kubka niekapka, bidonu z rurką, jedzenia wyłącznie miękkich pokarmów, oglądania bajki z otwartą buzią. Świetnym pomysłem są tabele, w których to samo zdanie brzmi inaczej w każdym wieku. Trzylatek mówi „Tata zablał siśtkie ksinki” i rodzic od razu słyszy, jak mowa dojrzewa.

Druga połowa książki zmienia się w praktyczny warsztat. Rozdziały „Zabawa to podstawa!” i „Sprawne ciało to sprawna buzia” przekonują, że dziecko nie musi siedzieć przy stoliku i powtarzać sylab. Może skakać jak żaba, czołgać się pod stołem i tupać przy głosce DŻ. W rozdziale „Dlaczego warto ćwiczyć język?” autorka wyjaśnia, że język w spoczynku powinien leżeć na podniebieniu i działa jak naturalny aparat ortodontyczny. Opisuje oddychanie nosem, rozsądnie podchodzi do migdałków (liczą się objawy, a nie sam rozmiar) i do skróconego wędzidełka. Podkreśla przy tym, że zabieg nie powinien być wykonywany „na zapas”, a decyzję podejmują lekarz i rodzice. Są tu także zestawy ćwiczeń dla języka, jego tylnej części i warg, przygotowane z tego, co mamy w kuchni: skórki chleba, marchewki, andruta czy borówek.

Na koniec czeka 30 wierszyków logopedycznych. Każdy to krótki dwuwiersz o zwierzaku z instrukcją ruchu, na przykład „Język wyleguje się na podniebieniu, jak leniwiec śpiący na gałęzi w cieniu”, połączony ze wspinaczką po drabinkach. Całość zamykają logopedyczne bingo, słowniczek terminów (od ankyloglosji po lambdacyzm) i obszerna bibliografia.

Nie panikuj, nie czekaj, obserwuj

Największą wartością tej książki jest równowaga. Z jednej strony autorka jasno i stanowczo rozprawia się z mitem „wyrośnie z tego”: objawy nie znikają same, tylko się utrwalają. Jedno zdanie powinno wisieć na każdej przedszkolnej tablicy: żadna głoska języka polskiego nie powstaje poza jamą ustną. Z drugiej strony poradnik uspokaja. Seplenienie polegające na zamianie SZ na S jest do piątego roku życia etapem rozwoju, pod warunkiem że język zostaje w buzi. Brak R u pięciolatka też mieści się w normie.

Jako logopedka pracująca z terapią miofunkcjonalną szczególnie doceniam to, że autorka patrzy na mowę szerzej niż na same głoski. Oddychanie, połykanie, gryzienie, postawa ciała i ruch tworzą tu jedną całość, a logopeda współpracuje z laryngologiem, ortodontą, fizjoterapeutą czy osteopatą. To podejście, które na co dzień zmienia wyniki terapii, a wciąż rzadko trafia do poradników dla rodziców.

Ważna jest też uczciwość wobec czytelnika. Autorka od początku zaznacza, że wierszyki wspierają rozwój, ale nie są terapią i nie zastąpią wizyty u specjalisty. Jedna rada ode mnie: listy sygnałów alarmowych są długie i wrażliwego rodzica mogą na początku przytłoczyć. Czytajcie je jak listę kontrolną do zabrania na konsultację, a nie jak narzędzie do samodzielnej diagnozy. Dokładnie tak zostały pomyślane.

Przesłanie książki mieści się w jednej liczbie: pięć minut dziennie. Autorka proponuje krótkie, codzienne ćwiczenia w różnych miejscach, wplecione w posiłek, spacer czy mycie zębów, zamiast rzadkich sesji przy biurku.

Mała książka do noszenia przy sobie

„Czy moje dziecko mówi wyraźnie” ukazuje się w serii „Mamania. Pierwszy kontakt” i dzieli z nią charakter: zwięzły, poręczny format, miękką oprawę ze skrzydełkami i spokojny, typograficzny układ. Nie ma tu ilustracji, zamiast nich jest porządek. Szare plansze otwierają rozdziały, a najważniejsze zasady wyróżniono w ramkach z pionowym paskiem, więc wyłapiemy je nawet przy szybkim kartkowaniu. Wypunktowane listy sygnałów czyta się jak checklistę, tabele głosek porządkują normy wiekowe, a bingo ma formę gotowej planszy do wspólnej zabawy.

To dobre rozwiązanie dla tego typu książki: nic nie odciąga uwagi od treści, a wierszyki z instrukcjami można otworzyć na placu zabaw i od razu działać. Jedyne „ilustracje”, jakich potrzebujecie, to lustro i buzia dziecka, bo autorka wiele razy zachęca do wspólnego obserwowania ruchów języka przed lustrem. Na początku książki znalazły się rekomendacje specjalistów z różnych dziedzin: logopedów (w tym moja💙), laryngologa i trenerki fitness. To dobrze pokazuje, jak szeroko autorka patrzy na rozwój mowy.

Pięć minut dziennie i jedno lustro

„Czy moje dziecko mówi wyraźnie” to poradnik, który powinien trafić do rodziców dzieci w wieku od 3 do 7 lat, zanim w ogóle pojawi się niepokój. Uczy obserwować, podpowiada, kiedy dać dziecku czas, a kiedy nie zwlekać, i zamienia profilaktykę logopedyczną w codzienną zabawę bez rekwizytów i bez presji. W swojej rekomendacji napisałam, że rodzic nie musi już szukać odpowiedzi w dziesiątkach źródeł, bo tutaj wszystko znajduje się pod ręką. Podpisuję się pod tym ponownie, jako logopedka i jako matka chrzestna tego tytułu ;). Polecam rodzicom, nauczycielom przedszkolnym i wszystkim, którzy choć raz usłyszeli „wyrośnie z tego” i poczuli, że coś tu nie gra.

Więcej sprawdzonych tytułów znajdziecie w zestawieniu książek do nauki mówienia.

Dziecieca ciekawosc blok 1
obserwuj przystanek rodzinka instagram 2
polub przystanek rodzinka facebook

Przewijanie do góry