Twoje dziecko bierze klocek i mówi, że to telefon? A może karmi pluszowego misia plastikowym bananem? To nie tylko urocze sceny, to trening radzenia sobie z emocjami na całe życie. W gabinecie często widzę, jak rodzice z niepokojem patrzą na bujną wyobraźnię swoich pociech. Tymczasem naukowcy coraz głośniej mówią o czymś, co my, logopedzi, obserwujemy od lat: zabawa w udawanie to naturalny wentyl bezpieczeństwa dla dziecięcej psychiki.
Zamiast martwić się, że dziecko “za dużo fantazjuje”, spójrz na to inaczej. Kiedy córka mówi “teraz jestem mamą i idę do pracy”, a syn ogłasza, że jest strażakiem gaszącym pożar na dywanie, oni dosłownie przepracowują swoje lęki i uczą się nowych ról społecznych. To nie jest strata czasu – to inwestycja w ich odporność psychiczną.
Dlaczego “na niby” jest ważniejsze niż myślisz
Zabawa symboliczna, bo tak fachowo nazywamy udawanie, pojawia się około drugiego roku życia. I choć rodzicom może wydawać się dziecinnie prosta, dla mózgu dziecka to skomplikowany proces. Kiedy maluch udaje, że klocek to samochód, jego mózg tworzy nowe połączenia neuronowe odpowiedzialne za myślenie abstrakcyjne i regulację emocji. To trochę jak trening mentalny – bez realnych konsekwencji.
Pamiętam Antosię, która przyszła do mnie z opóźnionym rozwojem mowy. W gabinecie bawiła się, że karmi lalkę. Nagle lalka “zachorowała”, a Antosia zaczęła ją uspokajać słowami, które słyszała od mamy. To był przełom – przez zabawę dziewczynka przepracowała swój lęk przed chorobą i jednocześnie zaczęła używać nowych słów. Gdyby rodzice jej przerywali i kazali “mówić normalnie”, ten moment by przepadł.
Jak zabawa w udawanie buduje odporność psychiczną
Badacze z Uniwersytetu w Cambridge przeanalizowali setki godzin zabaw dziecięcych i doszli do wniosku, że dzieci, które regularnie bawią się w udawanie, lepiej radzą sobie z rozwiązywaniem problemów i mają niższy poziom kortyzolu (hormonu stresu). Dlaczego? Bo w bezpiecznym świecie “na niby” mogą przeżyć trudne sytuacje – kłótnię z kolegą, wizytę u dentysty, czy nawet rozwód rodziców – bez realnego zagrożenia.
Trening empatii na dywanie
Gdy dziecko wciela się w rolę lekarza, nauczyciela czy smoka, uczy się patrzeć na świat z perspektywy kogoś innego. To najprostszy trening empatii, jaki istnieje. “Teraz ja jestem dzieckiem, a ty mamą” – ta prosta zamiana ról uczy negocjacji, współpracy i rozumienia uczuć innych. Widzę to często w gabinecie: dzieci, które dużo się bawią w udawanie, szybciej odczytują emocje z twarzy rozmówcy.
Bezpieczne laboratorium emocji
Wyobraź sobie, że Twoje dziecko boi się burzy. W zabawie może zostać “piorunem” i decydować, kiedy uderzyć. To daje mu poczucie kontroli nad czymś, czego w rzeczywistości kontrolować nie może. I to jest klucz do zdrowia psychicznego – umiejętność przepracowania lęku w bezpiecznych warunkach. Nie blokuj tego, nawet jeśli zabawa wydaje Ci się dziwna czy irracjonalna.
Trzy błędy, które nieświadomie popełniasz
Jako rodzice często chcemy dobrze, ale nasze odruchy potrafią zdusić naturalną potrzebę zabawy. Oto co najczęściej słyszę od mam w gabinecie:
- Przerywanie zabawy “bo to niepoważne” – “Nie udawaj, mów normalnie” to zdanie, które słyszało wiele dzieci. Tymczasem dla malucha udawanie jest tak samo realne jak dla nas rozmowa. Zamiast tego dołącz do zabawy: “Ojej, ten miś naprawdę jest chory? Co mu dolega?”
- Nadmierne kierowanie – “Nie, to nie jest statek kosmiczny, to krzesło” – poprawiasz, a dziecko traci wiarę w swoją wyobraźnię. Pozwól, by to ono dyktowało zasady. Nawet jeśli klocek ma być kotem, a kot ma latać – to jest w porządku.
- Brak czasu na swobodną zabawę – Zorganizowane zajęcia, angielski, basen… harmonogram dnia często nie zostawia miejsca na “nudzenie się”. A to właśnie z nudów rodzi się najpiękniejsza zabawa w udawanie. Zostaw dziecku 30 minut dziennie bez planu i ekranu. Zobaczysz, co się wydarzy.

Jak wspierać zabawę w udawanie – praktyczne wskazówki
Nie potrzebujesz drogich zabawek. Najlepszym prezentem dla dziecka jest Twój czas i… pudełko po butach. Oto co naprawdę działa:
- Bądź asystentem, nie reżyserem – Twoja rola to podrzucenie pomysłu, a nie dyktowanie scenariusza. “A gdybyśmy zbudowali rakietę z krzeseł?” – to wystarczy. Resztę niech wymyśli dziecko.
- Używaj rekwizytów z codzienności – Kuchenna łyżka może być mikrofonem, a koc – peleryną niewidką. Im mniej gotowych zabawek, tym więcej kreatywności. Dziecko samo znajdzie zastosowanie dla przedmiotów.
- Nie bój się powtórzeń – Jeśli Twoje dziecko codziennie bawi się w to samo (np. w gotowanie zupy), to znak, że przepracowuje jakiś ważny temat. Powtarzalność daje mu poczucie bezpieczeństwa i kontroli. Nie przerywaj, nawet jeśli masz już dość tej zupy.
- Nazywaj emocje w trakcie zabawy – “Widzę, że ten miś jest bardzo smutny, bo zgubił swoją czapkę” – takie komentarze pomagają dziecku łączyć emocje z konkretnymi sytuacjami. To buduje inteligencję emocjonalną.
Pamiętam, jak mój syn przez tydzień bawił się w “wyprawę na biegun”. Wszystkie krzesła w salonie były górami lodowymi, a on musiał je omijać, żeby nie wpaść do lodowatej wody. W rzeczywistości przepracowywał swój strach przed pierwszym dniem w przedszkolu. Nie wiedziałam tego wtedy, ale intuicyjnie dałam mu przestrzeń. I wiecie co? Poszedł do przedszkola bez płaczu.

Zaufaj zabawie swojego dziecka. To nie jest ucieczka od rzeczywistości – to przygotowanie do niej. W świecie, który często bywa przytłaczający, umiejętność “przymierzania” różnych ról i scenariuszy to jedna z najważniejszych kompetencji, jakie możesz mu dać. Nie musisz być terapeutą, wystarczy, że będziesz obecny i otwarty na to, co dziecko chce Ci pokazać przez zabawę.




