dzieci hamamatsu ka mochi 1

„Dzieci z Hamamatsu” – sensualny przewodnik po Japonii oraz dziecięcej wrażliwości i wyobraźni

„Dzieci z Hamamatsu” to opowieść o odkrywaniu japońskiej kultury, o dziecięcych emocjach i trudnej adaptacji do zupełnie nowej rzeczywistości – snuta z perspektywy czwórki przyjaciół: Laury, Miyu i bliźniaczych braci Zena i Uso, dzieci z Hamamatsu. Japonia widziana oczami dzieci, w tej niecodziennej narracji kilkuletniej Laury, staje się dla czytelników (tych młodszych, ale i całkiem dorosłych) osobliwie egzotyczna i niezwykle zaskakująca. Kuszący orientalizm spotęgowany na nielicznych w książce ilustracjach zaprasza do odbycia prawdziwej podróży do Kraju Kwitnącej Wiśni.

Retrospekcyjna opowieść 9-letniej Laury

Ka Mochi (Kasia Mochi) narratorką opowieści czyni 9-letnią Laurę, w której doznaniach, przekonaniach i przygodach, kryją się – śmiem twierdzić – własne doświadczeniach autorki z dwuletniego pobytu w Japonii dotyczące nowo poznawanej kultury, w tym odmiennego języka, egzotycznych tradycji i wierzeń pomieszanych z magią, światopoglądu skontrastowanego z typowo europejskimi ideologiami, ale i orientalnej kuchni, ekscentrycznej (z punktu widzenia nie-Japończyka) mody i nowoczesnej techniki.

dzieci hamamatsu ka mochi 18

Liczący tylko trzy strony wstęp będący już częścią narracji okazuje się być przystępnym i niezwykle mocno skondensowanym kompendium wiedzy o Kraju Kwitnącej Wiśni, doskonale wprowadzającym młodego czytelnika w orientalny świat odległej kulturowo Japonii.

9-letnia już Laura po kilku latach spędzonych w Japonii niezwykle plastycznie opisuje nie tylko położenie Kraju Wschodzącego Słońca (górzysty teren, wulkaniczne wierzchołki, ryżowe pola, pasma herbacianych krzewów), wspominając o wyspiarskim ukształtowaniu terenu czy wyróżniającym ją różnorodnym klimacie (zaśnieżone góry Hokkaido czy porośnięta dżunglą Okinawa). Również pojedynczo tylko wymieniane, ale nasycone żywą tradycją święta i festiwale, niesamowicie barwne obyczaje (m.in. całodniowe ucztowanie pod sakurą, rytualne kąpiele w onsenach) tworzą spójny obraz bogatej kulturowo Japonii.

Indywidualne doświadczenia z pierwszych dni pobytu w Japonii, w tym językowe niejasności i nieporozumienia których nie zabraknie również w dalszej części opowieści (nam szczególnie zapadła w pamięć sytuacja z pobytu Laury i jej mamy – nomen omen Kasi Mochi – w samolotowym domu jej przyjaciół bliźniaków Uso i Zen, którzy tego dnia mieli samodzielnie przyrządzać dla gości mochi, co błędnie zrozumiane zostało przez narratorkę jako zjedzenie jej mamusi) czy pogodowe rozczarowania poprzedzone zwięzłym wytłumaczeniem rodzinnej przeprowadzki z Polski do Japonii kończą rozdział inicjujący rozpoczynająca się prawdziwie barwną historię.

Przyleciałam do Japonii kilka lat temu, kiedy nic nie kwitło, a słońce zasłoniły chmury. W listopadzie. Mój tatanek dostał tu pracę. Mamusia, ja i tatanek bardzo się kochamy i nie moglibyśmy mieszkać daleko od siebie. Spakowaliśmy więc moje lalki, naszą kanapę i milion sweterków mamusi i polecieliśmy. Zamieszkaliśmy w Hamamatsu.

Rozpoczyna się opowieść o odkrywaniu japońskiej kultury, o dziecięcych emocjach i trudnej adaptacji do zupełnie nowej rzeczywistości – opowieść snuta z perspektywy czwórki przyjaciół (Laury, Miyu i bliźniaczych braci Zena i Uso), 6-letnich dzieci z Hamamatsu.

Teraz wszyscy mamy po dziewięć lat, ale kiedy się poznaliśmy, byliśmy jeszcze dziećmi. Mieliśmy po sześć lat, a ja właśnie przyleciałam do Japonii. Wtedy zaczęła się ta opowieść – o nas, dzieciach z Hamamatsu.

dzieci hamamatsu ka mochi 6

Przewodnik po Japonii oraz dziecięcej wrażliwości i wyobraźni

Każdy z następnych 24 rozdziałów książki pozwala wraz z dziecięcą narratorką zatapiać się głębiej w japońską rzeczywistość – przestrzeń, kulturę, obyczajowość, ale i niezwykle sensorycznie doznawaną kuchnię.

Stopniowa adaptacja kilkuletniej Laury do nowego środowiska, zwyczajów, ludzi, języka czy jedzenia (mam wrażenie jednego z ważniejszych dla narratorki aspektu kulturowej Japonii) nie pozbawiona jest wzrastającego zdziwienia początkowo połączonego z negacją, nawet obrzydzeniem, by później zamienić się w akceptację i nierzadki podziw.

Później po trochu zaczęłam odkrywać, że japońskie jedzenie wcale nie jest takie złe. Właściwie to jest całkiem najlepsze na świecie.

Podczas całej lektury odnosi się wrażenie (czy się mylę?), że na każdej stronie, a na pewno w każdym rozdziale w książce, pada choćby mała wzmianka o głodzie bohaterki i stale doskwierającym jej chłodzie. Zwrócenie uwagi m.in. na te aspekty dziecięcej wrażliwości w zderzeniu z nowymi doznaniami i odmienną rzeczywistością sprawiają, że dziecięca narracja, perspektywa i odczucia 6-latki stają się niezwykle wiarygodne.

I tak opisy narratorskich poranków rozpoczynają się od napomknięcia o łaknieniu, ba, o jej wilczym apetycie, a niejedne niezwykle niespotykane zdarzenia czwórki zawsze wygłodniałych przyjaciół kończyć się muszą obfitą ucztą.

Pan Sora przyniósł z kuchni prujący dzbanek pełen gorącej czekolady. Gęstej, pachnącej cynamonem i wanilią. Nigdy nie piłam lepszej. Zen zanurkował pod zieloną kanapę i wyłowił spore blaszane pudełko z biszkoptami. Od razu napchał sobie nimi usta. Plując okruszkami, podsunął mi pudełko i wrzasnął: dōzo! Z przyjemnością też napchałam sobie usta. Kruszyliśmy wokoło, siorbiąc ze smakiem czekoladę.

Lekki chłód, dokuczliwe ziąb czy nawet przeraźliwe i przeszywające zimno towarzyszy Laurze nieustannie, szczególnie podczas przedszkolnej przygody – a więc w trakcie codziennego wyczekiwania na przystanku na kociobus w tradycyjnym mundurku, w skład którego zawsze wchodziły krótkie spodenki (nawet wtedy, gdy mamy czekających dzieci opatulone były puchopłaszczami czy futrzanymi swetrami!), podczas zaspokajania pragnienia zawsze zimną i gorzką herbatą dodatkowo schładzaną lodem, w trakcie zajęć w betonowym budynku przedszkola, w którym okna szeroko pootwierane serwowały świeżość, ale i chłód, bez względu na zwisające z nosa przezroczyste gile, tym dłuższe, że musieliśmy zdjąć skarpetki i biegać na bosaka.

dzieci hamamatsu ka mochi 2

Początkowe przedszkolne męczarnie i tortury ustępują miejsca popołudniowym wygodom w nierzadko dziwacznych stechnicyzowanych i przez to luksusowych domowych przestrzeniach rówieśników Laury. Z dnia na dzień osłupienie i dezorientacja znika, szybko pojawia się przyzwyczajenie młodej bohaterki do nowoczesnego zbytku, szczególnie jeśli chodzi o udogodnienia w kwestii jedzenia i ciepła.

Nagle zatrzymaliśmy się przed domem dziwolągiem. Wysokim, wyglądającym, jakby go zbudowano z klocków lego. Kolorowym i bez sensu. Na dole ogródek z wystającymi z basenu złotymi rybkami, wyżej czarna część opleciona zjeżdżalniami i drabinkami do wspinania, jeszcze wyżej biała część z balkonami i ogromnymi oknami jak w jakimś obserwatorium kosmicznym. Nad tym wszystkim dach, na którym rosły palmy i sosny.

dzieci hamamatsu ka mochi 3

Do samolotu wspięłyśmy się po sznurkowej drabinie. Okrągłe okienka nie miały szyb, więc wiatr i wiewiórki hulały w wąskim, długim wnętrzu. W środkowej części urządzono salon z kuchnią. Kuchnia wyglądała supernowocześnie. Od podłogi po sufit wypełniały ja błyszczące tajemnicze sprzęty z mnóstwem guziczków i gałek.

Niezwykle plastycznie opisana wizyta w publicznej łaźni zbudowanej na gorących źródłach, czyli onsenie, dodatkowo połączona z częścią restauracyjną, po raz kolejny staje się sensualną kolażem woni (choć biorąc pod uwagę osobiste doświadczenia Laury trafniej będzie napisać woni i fetorów – np. gotowanie się w śmierdzących oparach), dotyków (szorowanie się do czerwoności) i smaków (Osobiście uwielbiam gluty z nosa, ale własnego, ten cały konjaku zupełnie mi nie pasował).

dzieci hamamatsu ka mochi 11

Japońskie obyczaje spójnie splecione z fabularnymi przygodami młodych przyjaciół pozwalają czytelnikom mimochodem poznawać orientalną kulturę. I tak zapowiadający się sylwester, utrwalony do tej pory w świadomości Laury jako nieograniczony pośpiechem dorosłych wir dziecięcych zabaw zakończonych kolorowymi sztucznymi ogniami o północy staje się w Japonii nad wyraz nudną i nie mającą końca kolacją (dodatkowo przez dorosłych mocno zakrapianą sake), która zamienia się w wyczerpujący nocny pochód do świątyni, niezrozumiałe rytualne modły, by nad ranem zakończyć się jedyną atrakcyjną dla dzieci rozrywką, czyli teatralnym wschodem słońca oglądanym na plaży:

Nagle wszyscy złapaliśmy się za ręce, nasze kimona wypełnił wiatr i lekko unieśliśmy się w górę. Z prawej strony miałam babcię Miyu, z lewej Zena. Przed nami w oddali zobaczyliśmy zanurzoną w wodzie czerwoną bramę tori. Na świecie robiło się coraz jaśniej. Najpierw czerwone, później złote, w końcu białe słońce wynurzyło się z wody i przez czerwoną bramę prześlizgnęło się na niebo.

dzieci hamamatsu ka mochi 12

Relacjonowanych widowiskowych świąt i festiwali, w których rozsmakować się można Japonią jest w książce więcej. Ich opisy będąc niby tylko tłem dla dynamicznie rozwijających się zdarzeń okazują się być równoważnym elementem fabularnym. Pojawia się m.in. setsubun (wigilia wiosny z rytuałem rzucania szczęśliwymi fasolkami niszczącymi demony i jedzeniem za jednym razem w całości ehōmaków), hina-matsuri (Święto Lalek – Święto Dziewcząt z tradycyjnymi dziewczęcymi prywatkami połączonymi z wystawą lalek oraz świątecznymi potrawami) i oczywiście hanami („oglądanie kwiatów” – podziwianie kwiatów wiśni połączone ze świątecznymi całodniowymi piknikami pod kwitnącymi drzewami).

dzieci hamamatsu ka mochi 17

Mniej spektakularne i bombastyczne, a jednak zaskakujące okazują się być m.in. mimochodem wspominany poród kobiety w towarzystwie innego swojego dziecka czy towarzyszące na co dzień Japończykom duchy, demony-wiedźmy oraz duszki, które należy oswajać lub sprytnie przepędzać.

dzieci hamamatsu ka mochi 13

Przenikanie się kultur

Nie zawsze – na szczęście – wyraźnie eksponowany polski wątek kulturowy w rozdziale „Wigilia” znajduje swoje sytuacyjnie usprawiedliwione miejsce. Tak oto świętowanie 24. grudnia w Hamamatsu splata polskie i japońskie tradycje – m.in. kulinarne (polska ryba w galarecie, pierogi z grzybami, ale i tort truskawkowy, kurczak obwiązany różową kokardą z galaretki wiśniowej) i obyczajowe (choinka z rozbłyskującymi lampkami w kształcie główek Hello Kitty, Święty Mikołaj w dresie Adidasa, czarnych kaloszach, z białą puchatą brodą i spiczastą czerwoną czapką z pomponem; gadające zwierzę, czyli robaczek znaleziony przez Zena).

Wszystkie różnokolorowe doświadczenia i przygody tego dnia kończy oczywista jedzeniowa uczta:

Mamusia rozdała wszystkim polski opłatek i poprosiła, żebyśmy składali sobie nawzajem życzenia. Życzyłam więc Miyu, żebyśmy szybko coś zjadły. Miyu życzyła mi pysznego tortu truskawkowego. Uso życzył mi smacznej kolacji, a ja jemu udanego kurczaka. Zenowi serdecznie życzyłam spróbowania szarlotki, on mnie, żeby nikt jej nie polubił i cała została mnie. Wreszcie skończyliśmy sobie życzyć i zjedliśmy cały opłatek. Mogliśmy wtedy nareszcie zabrać się do jedzenia świątecznych smakołyków.
Najedliśmy się tak bardzo, że po kolacji musieliśmy się położyć na tatami.

Japonia widziana oczami 9-latki, w tej niecodziennej narracji staje się dla czytelników (tych młodszych, ale i całkiem dorosłych) osobliwie egzotyczna i niezwykle zaskakująca. Kuszący orientalizm spotęgowany na nielicznych w książce ilustracjach zaprasza do odbycia prawdziwej podróży do Kraju Kwitnącej Wiśni.

Na końcu publikacji znajduje się słowniczek z prawidłową wymową oraz tłumaczeniem japońskich słów, wyrażeń i zwrotów, które niebieską czcionką zostały zaznaczone w treści książki.

Książka „Dzieci z Hamamatsu” napisana i zilustrowana przez Ka Mochi wydana została nakładem Wydawnictwa Tatarak.

W załączonym linku do Facebooka czeka rozdanie z charakteryzowaną we wpisie publikacją.

Przy okazji odsyłam do interdyscyplinarnych i ezoterycznych podróży z przewodnikami z serii „Świat dla Dociekliwych”, szczególnie do Chin oraz Wietnamu i Japonii.

man zou chiny dla dociekliwych izabella kaluta
xin chao wietnam swiat dla dociekliwych 74
banzai japonia swiat dla dociekliwych 7

Szukając innych fabularnych przygód w egzotycznych i japońskich okolicznościach, koniecznie sięgnijcie do jednej z czterech części serii „Pate”. Recenzja czeka we wpisie – „Pate” – niezwykłe i arcyśmieszne przygody rezolutnego, kreatywnego, ze skłonnością do nieprzeciętnych refleksji szkolniaka.

pate timo parvela pasi pitkanen 3

Nie chcesz, by ominął Cię kolejny wpis? Polub Przystanek Rodzinka na Facebooku.

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się z innymi!

Dodaj swój komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewiń do góry