Twoje dziecko rzuca zabawką, gdy puzzle nie chcą wejść? Albo milknie na widok książeczki? Zanim pomyślisz, że to „złośliwość” albo że „z tego wyrośnie”, przyjrzyj się temu bliżej. W swojej pracy z dziećmi i jako mama dwóch synów widzę, że pewne zachowania, które na pierwszy rzut oka wydają się błahe, mogą być sygnałem ostrzegawczym. Oto dziewięć nawyków, które po latach obserwacji i badań naukowych wiążą się z ryzykiem późniejszych trudności w nauce i kontaktach z rówieśnikami.
Gdy wszystko idzie nie tak – jak dziecko radzi sobie z porażką?
Każdy maluch czasem się złości, gdy coś nie wychodzi. Ale wzór, który powinien zaniepokoić, to moment, w którym dziecko natychmiast się wycofuje, wpada w histerię lub całkowicie rezygnuje. Nie potrafi ani na chwilę przystanąć, spróbować inaczej albo poprosić o pomoc. Dziecko, które nie potrafi wrócić do zabawy po kłótni, potrzebuje wsparcia w nauce naprawiania relacji. Podobnie jest z konfliktami między rówieśnikami – to naturalne, że dzieci się kłócą. Ale jeśli po sprzeczce maluch obraża się na cały dzień, nie umie się dogadać i wciąż eskalować napięcie, to może oznaczać, że brakuje mu umiejętności społecznego „naprawiania”. W dłuższej perspektywie takie dzieci kumulują negatywne doświadczenia, co nakręca spiralę trudności.
Uwaga i samodzielność – czy dziecko potrafi skupić się bez pomocy?
W przedszkolu wszyscy wiemy, że pięciolatek nie usiedzi godzinami w bezruchu. To zupełnie normalne. Inaczej wygląda sytuacja, gdy dziecko nie jest w stanie zająć się żadną zabawką dłużej niż minutę bez dorosłego, który je naprowadza. Kręci się, zerka na wszystkich i wszystko, ale nie ma własnego planu działania. Jeśli maluch wymaga stałego nadzoru przy każdym zadaniu, to sygnał do obserwacji. Wiąże się to z tzw. funkcjami wykonawczymi – umiejętnością planowania, pamiętania poleceń i przechodzenia między zadaniami. Na szczęście jest to jeden z tych obszarów, które można skutecznie trenować już od najmłodszych lat, na przykład poprzez zabawy z prostymi zasadami lub wspólne układanie planu dnia.
Język to klucz – mowa a przyszłe czytanie
Jako logopedka zwracam szczególną uwagę na trzy rzeczy: świadomość fonologiczną, zasób słów i zainteresowanie książkami. Świadomość fonologiczna to umiejętność zabawy dźwiękami – rymowania, dzielenia wyrazów na sylaby, zauważania, że „kot” i „kąt” brzmią podobnie. To dla mnie jeden z najsilniejszych wskaźników przyszłego sukcesu w czytaniu. Słabe wyczucie rymów i głosek w słowach to jeden z najsilniejszych predyktorów trudności w czytaniu. Równie ważne jest słownictwo: jeśli pięciolatek mówi pojedynczymi słowami lub gestami, a nie potrafi opowiedzieć, co robił rano, to znak, że potrzebuje wsparcia. Ograniczony język utrudnia nie tylko naukę, ale też radzenie sobie z emocjami – dzieci, które nie potrafią nazwać swojego gniewu czy smutku, częściej wybuchają. I wreszcie – stosunek do książek. Jeśli maluch nigdy sam nie sięga po obrazkową książeczkę, nie pyta „co tu jest napisane” i nie wykazuje ciekawości wobec tekstu, warto to zmieniać stopniowo, ale systematycznie.
Relacje z rówieśnikami – unikanie czy wycofanie?
Wiele dzieci jest z natury nieśmiałych, to nie problem. Zaniepokoić powinno nas, gdy dziecko przez tygodnie lub miesiące konsekwentnie unika grupy, nie podejmuje prób kontaktu, a na widok innych dzieci wyraźnie się denerwuje – nie tylko wstydzi, ale dosłownie cierpi. Dziecko, które przez tygodnie nie podejmuje prób kontaktu z rówieśnikami, może zmagać się z lękiem. W takich sytuacjach często rodzice stawiają na domowe ćwiczenia akademickie – czytanie, liczenie – a to błąd. Badania pokazują, że to właśnie umiejętność poruszania się w grupie, negocjowania i współpracy mocniej rokuje na przyszłość niż wczesna nauka liter. Dlatego zamiast siedzieć nad książką, lepiej zaprosić kolegę na wspólną zabawę i pomóc dziecku przejść przez pierwsze, trudne chwile.

Elastyczność – rutyna jest dobra, ale sztywność przeszkadza
Dzieci kochają przewidywalność, to im daje poczucie bezpieczeństwa. Gorzej, gdy każda najmniejsza zmiana – inna pani w przedszkolu, przestawione krzesełka, awaryjny obiad w stołówce – wywołuje u malucha ogromny stres, z którego nie potrafi wyjść. Jeśli najmniejsza zmiana planu wywołuje silny stres, warto przyjrzeć się bliżej. Taka sztywność często kryje pod sobą lęk lub trudności w samoregulacji. A przecież szkoła to codzienne, małe zaskoczenia – odwołana lekcja, alarm przeciwpożarowy, nowy uczeń. Im wcześniej pomożemy dziecku oswajać się z nieprzewidywalnością, tym łatwiej poradzi sobie w kolejnych klasach.
Żaden z tych dziewięciu nawyków sam w sobie nie jest wyrokiem. Widziałam dzieci, które miały kilka z tych trudności, a po odpowiednim wsparciu świetnie radziły sobie w szkole. Chodzi o coś innego – o wczesne zauważenie i działanie, zanim schematy się utrwalą. Celem nie jest panikowanie, tylko szybsze i mądrzejsze reagowanie. Przyjrzyj się swojemu przedszkolakowi, porozmawiaj z wychowawcą, a jeśli coś cię niepokoi – skonsultuj się z logopedą lub psychologiem dziecięcym. W tym wieku mamy największą szansę, by pomóc.




