szkoła-szpiegow-kierunek-alaska

„Szkoła Szpiegów. Kierunek: Alaska” tom 11

Wyobraź sobie: minus trzydzieści, oddech zamienia się w chmurę pary, a jedyną tarczą między tobą a śmiercią jest improwizowany ładunek wybuchowy zrobiony ze środków gospodarstwa domowego. To nie jest obóz survivalowy dla dorosłych poszukiwaczy przygód. To Akademia Szpiegostwa CIA – tylko że tym razem w terenie, daleko od Wi-Fi, gorącej pizzy i jakiegokolwiek luksusu cywilizacji.

Stuart Gibbs po raz jedenasty udowadnia, że nie ma granicy, za którą jego seria zaczyna tracić oddech. Wręcz przeciwnie – „Szkoła Szpiegów. Kierunek: Alaska” to tom, który jak arktyczny wicher uderza z siłą, jakiej nie spodziewasz się po jedenastej części cyklu. Dla rodziców szukających książki, która odciągnie dziecko od ekranu skuteczniej niż jakikolwiek rodzicielski zakaz – to właśnie ona. Dla dzieci, które już znają Bena Ripleya – to prezent, na który czekały. A dla tych, którzy serię dopiero odkrywają – lepszego punktu startowego trudno sobie wymarzyć.


Stuart Gibbs – człowiek, który zamienił kapibarę w szpiega

Stuart Gibbs to jeden z tych autorów, których biogram jest niemal tak wciągający jak jego książki. Zanim podbił listy bestsellerów „New York Timesa”, pracował w zoo w Filadelfii, opiekując się m.in. kapibarami. Potem pisał scenariusze dla Hollywood, co na zawsze odcisnęło piętno na jego stylu narracji – dynamicznej, filmowej, z dialogami, które chce się czytać na głos.

Gibbs ma jeden z najrzadszych darów w literaturze dziecięcej: potrafi pisać o nastolatkach w sposób, który wierzy w ich inteligencję. Jego bohaterowie nie są papierowymi ideałami. Ben Ripley się boi, popełnia błędy i nie zawsze wie, co robi. Erica Hale jest genialna, ale ludzka. Mike i Zoe są lojalni do szpiku kości, choć niekoniecznie nieomylni. Właśnie dlatego dzieci ich kochają – rozpoznają w nich siebie.

Poza „Szkołą Szpiegów” Gibbs stworzył serię „Baza Księżycowa Alfa” (recenzje „Zguby w kosmosie” i „Afery w kosmosie” znajdziecie na blogu), udowadniając, że jego talent nie jest przypadkowy. To konsekwentny architekt wyobraźni, który od lat buduje światy, do których chce się wracać.


Co dzieje się na Alasce?

Po dramatycznych wydarzeniach z poprzednich tomów – zniszczeniu Akademii Szpiegostwa CIA przez Murraya Hilla – mała, wyselekcjonowana grupa uczniów zostaje przeniesiona na tajne szkolenie terenowe. Miejscem ćwiczeń staje się Alaska: surowa, nieprzewidywalna i pozbawiona czegokolwiek, co można by uznać za wygodę.

Ben Ripley, Erica Hale oraz przyjaciele Mike Brezinski i Zoe Zibbell uczą się przeżyć w warunkach, które ich poprzednicy znali co najwyżej z podręczników. Trening prowadzi Cyrus Hale – legendarny agent i dziadek Eriki – człowiek, którego twardość budzi szacunek graniczący ze strachem. Program obejmuje wspinaczkę, orientację w terenie, samoobronę, łamanie szyfrów i – jakże poetycko – wytwarzanie improwizowanych materiałów wybuchowych z artykułów codziennego użytku.

Sielanka (o ile można tak nazwać wyczerpujące ćwiczenia na mrozie) kończy się gwałtownie: podczas nieobecności uczniów Cyrus Hale zostaje porwany przez rosyjskiego agenta Iwana Szubrawskiego. Misja ratunkowa nieoczekiwanie wciąga młodych szpiegów w wir historycznej intrygi, której korzenie sięgają 1867 roku – momentu, gdy Rosja sprzedała Alaskę Stanom Zjednoczonym. Okazuje się, że nie wszyscy uznali tę transakcję za prawomocną. Szubrawski jest przekonany, że pieniądze nigdy nie dotarły do rosyjskiego cesarza, co oznaczałoby jedno: Alaska wciąż należy do Rosji.

Brzmi znajomo geopolitycznie? Stuart Gibbs z mistrzowską precyzją wplata współczesne napięcia w przygodową fabułę, nie tracąc ani przez chwilę tempa akcji. Do kompletu dostajemy niedźwiedzie, eksplodującą krę, arktyczne pościgi i – zaskakująco kluczową rolę – wydry morskie.


Więcej niż tylko szpiegowska zabawa

Seria „Szkoła Szpiegów” od początku oferuje coś więcej niż akcję dla akcji. W jedenastym tomie Gibbs robi to, co mu wychodzi najlepiej: łączy konkretny historyczny kontekst z autentycznymi emocjami bohaterów.

Sprzedaż Alaski w 1867 roku to temat, który w czasach, gdy napięcia geopolityczne wracają na pierwsze strony gazet, brzmi zaskakująco aktualnie. Gibbs nie moralizuje i nie wygłasza wykładów – zamiast tego pozwala, by historia opowiedziała się sama, poprzez konsekwencje dla żywych ludzi: dziadka, którego trzeba uratować, i świata, o który warto walczyć.

Przesłanie, które przewija się przez całą serię, w tym tomie wybrzmiewa wyjątkowo mocno: odwaga to nie brak strachu, ale działanie mimo niego. Ben boi się regularnie i regularnie idzie naprzód. Przyjaźń nie jest dekoracją – jest narzędziem przeżycia. Współpraca wygrywa tam, gdzie siła jednostki nie wystarczy. To wartości, które dzieci internalizują nie przez moralizowanie, ale przez utożsamianie się z bohaterami.


Warstwa graficzna i wydanie

Ilustracje Mariusza Andryszczyka, który towarzyszy serii od wielu tomów, doskonale uzupełniają klimat opowieści. Rysunki mają charakter dynamiczny, dobrze oddają charakter postaci i arktyczną scenerię przygody. To ilustracje, które przyciągają wzrok i zachęcają do sięgnięcia po książkę nawet tych czytelników, którzy wciąż potrzebują wizualnej zachęty.

Polskie wydanie ukazało się nakładem Wydawnictwa Agora dla Dzieci w przekładzie Jarka Westermark, który od lat utrzymuje żywy, naturalny język serii. Oprawa miękka, 288 stron, ISBN 9788383803333. Rekomendowany wiek to 9+, choć w praktyce seria trafia zarówno do sprawnych czytelników w okolicach ósmego roku życia, jak i do rodziców czytających razem z dziećmi – albo własnym tempem, po cichu, gdy dziecko już śpi.


Szkoła Szpiegów. Kierunek: Alaska

„Szkoła Szpiegów. Kierunek: Alaska” to dowód na to, że dobra seria nie musi słabnąć z wiekiem. Jedenasty tom jest świeży, angażujący i brawurowo połączony z realnymi historycznymi wydarzeniami, co nadaje mu głębię rzadko spotykaną w literaturze przygodowej dla dzieci. Gibbs nie powtarza się, nie idzie na łatwiznę, nie funduje czytelnikom bezpiecznej rutyny – rzuca ich w arktyczny mróz i każe przeżyć.

Jeśli Twoje dziecko zna już serię – tom jedenasty to obowiązkowa lektura. Jeśli dopiero zaczyna przygodę ze „Szkołą Szpiegów” – to idealny moment, by sięgnąć po tom pierwszy i dać się wciągnąć w całość. Recenzje pozostałych tomów znajdziecie na blogu: Szkoła Szpiegów podbija Europę, Szkoła Szpiegów. Projekt X oraz Szkoła Szpiegów na fali.

A zakończenie jedenastego tomu? Otwiera drzwi do kolejnych przygód w sposób, który sprawi, że czekanie na tom dwunasty będzie wyjątkowo trudne.

Dziecieca ciekawosc blok 1
obserwuj przystanek rodzinka instagram 2
polub przystanek rodzinka facebook
Przewijanie do góry