Isaak ma cztery lata i od niemal całego swojego życia nosi aparaty słuchowe. Jego ulubione są niebiesko-pomarańczowe. Bez nich świat staje się cichy – kiedy kładzie się spać i je zdejmuje, przestaje słyszeć. Jego mama, Louise, jest niezmiernie wdzięczna, że już w pierwszych dniach życia Isaaka wykonano mu przesiewowe badanie słuchu. To proste badanie zmieniło wszystko. Jako logopedka często podkreślam rodzicom: wczesne wykrycie niedosłuchu to najcenniejszy prezent, jaki możemy dać dziecku dla jego rozwoju mowy i komunikacji.
Na czym polega przesiewowe badanie słuchu u noworodka?
To badanie jest szybkie, bezbolesne i często wykonuje się je, gdy dziecko śpi. Do ucha maluszka wprowadza się małą, miękką końcówkę. Aparat emituje ciche, klikające dźwięki i rejestruje reakcję ucha wewnętrznego (ślimaka). Jeśli odpowiedź jest prawidłowa, na ekranie pojawia się komunikat “pass” – wszystko w porządku. Czasem pierwszy wynik nie jest jednoznaczny. To może być spowodowane np. mazią płodową w przewodzie słuchowym lub hałasem na oddziale. Wtedy badanie się powtarza.

Jeśli i kolejne pomiary budzą wątpliwości, dziecko kierowane jest do dalszej, szczegółowej diagnostyki w poradni audiologicznej. Kluczowe jest, by nie wpadać w panikę przy nieprawidłowym wyniku przesiewu – jego celem jest wyłapanie wszystkich wątpliwych przypadków, a nie postawienie ostatecznej diagnozy. Dalsze badania wyjaśnią, czy problem rzeczywiście istnieje i jakiej jest natury.
Dlaczego wczesne wykrycie ma tak ogromne znaczenie?
Statystyki mówią, że jedno lub dwoje dzieci na tysiąc rodzi się z trwałą wadą słuchu w jednym lub obu uszach. Bez badania rodzice mogą nie zauważyć tego przez długie miesiące, a nawet lata. Tymczasem pierwsze lata życia to okres krytyczny dla rozwoju mowy i języka. Dziecko uczy się mówić, nasłuchując dźwięków z otoczenia. Jeśli tych dźwięków nie słyszy wyraźnie lub wcale, proces ten zostaje poważnie zakłócony.
Wczesna identyfikacja, diagnoza i interwencja wiążą się z lepszymi efektami w rozwoju dziecka, szczególnie w obszarze mowy i języka. Louise, mama Isaaka, widzi to na co dzień. Dzięki temu, że niedosłuch syna wykryto zaraz po urodzeniu, mógł on dostać aparaty słuchowe już w ósmym miesiącu życia. To wczesne wsparcie dało Isaakowi szansę na rozwój umiejętności językowych i pójście do zwykłej szkoły, którą uwielbia. Jego mama nie chce nawet myśleć, jak wyglądałoby jego życie, gdyby diagnoza przyszła późno, po długim czekaniu w kolejce.

Jak wygląda życie dziecka z aparatami słuchowymi?
Isaak ma obustronny niedosłuch odbiorczy. To oznacza, że uszkodzone są komórki rzęsate w ślimaku lub nerw słuchowy. Dźwięki, które do niego docierają, są cichsze i mniej wyraźne. Aparaty słuchowe wzmacniają te dźwięki, ale nie przywracają słuchu w stu procentach. Louise tłumaczy, że jej syn słyszy wszystko, ale w sposób “sztuczny” – wszystkie dźwięki są wzmocnione, a jego mózg musi ciężej pracować, by wyłowić z tego hałasu to, co istotne, np. głos nauczyciela.
Mimo to aparaty stały się dla niego naturalną częścią, jak dla nas zegarek. Dzięki nim Isaak funkcjonuje zarówno w świecie osób słyszących, jak i jest częścią społeczności osób z niedosłuchem. Wczesna diagnoza pozwoliła też na szybkie rozwiązanie innych problemów, np. wysiękowego zapalenia ucha, zanim zdążyły one wpłynąć na rozwój. To pokazuje, jak jedna decyzja – o wykonaniu badania – uruchamia całą kaskadę pozytywnych zdarzeń.
Rodzicielskie obawy i perspektywa na przyszłość
Louise przyznaje, że usłyszenie o wadzie słuchu u dziecka nie jest łatwe. Pojawia się presja, by zrobić wszystko, by “to nie miało znaczenia”. Ona sama, pracując z dziećmi o różnych potrzebach, ma jednak szeroką perspektywę. Widzi, że życie z niepełnosprawnością może być piękne i satysfakcjonujące. W gabinecie logopedycznym też to obserwuję. Kluczem nie jest “perfekcyjne” dziecko, ale dziecko, którego potrzeby rozumiemy i na które odpowiadamy we właściwym czasie.
Przesiewowe badanie słuchu to właśnie narzędzie, które daje nam, rodzicom i specjalistom, ten cenny czas. To nie jest test, który szuka problemów tam, gdzie ich nie ma. To bezpiecznik, który ma upewnić nas, że droga rozwoju mowy naszego dziecka jest otwarta. Jeśli pojawia się przeszkoda, wiemy o niej od startu i możemy od razu działać. Dla rozwoju mowy, dla przyszłości w szkole, dla pewności siebie dziecka – ta jedna, prosta decyzja po porodzie naprawdę robi różnicę.




