cz Rozwój mowy

Bystrzak, geniusz, czempion – jak stymulować rozwój dziecka w pierwszym roku życia? CZ.5 ROZWÓJ MOWY

Poniższy wpis jest jednym z kilku wpisów z serii „Bystrzak, geniusz, czempion – jak stymulować rozwój dziecka w pierwszym roku życia?”. Motywację do jej stworzenia i linki do pozostałych części znajdziecie tutaj.

Mowa to bardzo skomplikowany zespół czynności, jakie przy udziale języka wykonuje człowiek, poznając, opisując i rozumiejąc otaczającą rzeczywistość. Zależna jest od stopnia dojrzewania mózgu, ciała, a więc aparatu ruchu i wszystkich zmysłów – wzroku, słuchu, a nawet dotyku.

Początków rozwoju mowy Adasia upatruję już w okresie jego życia płodowego, kiedy to moje śpiewanie, recytowanie wierszy czy po prostu zwyczajne rozmowy wywoływały reakcję syna w postaci wzmożonych ruchów, a nawet kopniaków. Zmysł słuchu stymulowałam dodatkowo, przykładając do swojego brzucha słuchawki, z których dobiegały dźwięki programu „Słucham i uczę się mówić” (więcej we wpisie Stymulacja prenatalna). Z kolei aparat artykulacyjny, w szczególności mięśnie okrężne warg, ćwiczony był zapewne w trakcie połykania wód płodowych, widocznego na USG ssania palców, a także, wyjątkowo często w przypadku Adasia, podczas zwykłej czkawki (którą odczuwałam w 3. trymestrze ciąży kilka razy dziennie!).

Natomiast już w pierwszych miesiącach życia starałam się, aby z pozoru tak prozaiczne umiejętności, jak sposób jedzenia i połykania (karmienie naturalne i metoda BLW) czy swoboda we wkładaniu paluszków, dłoni i przedmiotów do buzi, pozytywnie wpływały na rozwój aparatu artykulacyjnego, a co za tym idzie – mowy Adasia.

Syn od urodzenia karmiony był naturalnie. Ze względu na małe przybieranie na wadze w pierwszych miesiącach pediatra zalecił dokarmianie moim pokarmem. Od 2. do 4. miesiąca okazjonalne pił więc dodatkowo z butelki. Smoczek uspokajacz sporadycznie, niecodziennie, podawanych był podczas kolek również od 2 do 4. miesiąca. 5. miesiąc to czas ssania wyłącznie piersi. Od końca 5. miesiąca nowe pokarmy wprowadzaliśmy wyłącznie łyżeczką. Do picia wody i rozcieńczonych soków używaliśmy tzw. kubeczka terapeutycznego marki Medela (od 6. miesiąca), słomki (od 10. miesiąca), kubka niekapka 360°, który był przejściowym rozwiązaniem między kubkiem Medela a otwartym (od 10. miesiąca).

Od 6. miesiąca rozpoczęłam karmienie syna korzystając z metody BLW, czyli baby-led weaning 1. Pozwoliła ona rozwijać u mojego dziecka zdolność żucia (pokarmy do przeżuwania w większości są podawane w kawałkach do ręki lub do naczynia, a nie jako papki z łyżeczki, które są zazwyczaj przełykane), sprawność manualną (chwytanie jedzenia o różnej wielkości i miękkości) i koordynację ruchową (sięganie po pokarm na talerz lub tackę i wkładanie go do buzi).

Adaś ćwiczy chwyt szczypcowy próbując uchwycić kawałek mięsa miesiąc
Adaś ćwiczy chwyt szczypcowy, próbując uchwycić kawałek mięsa – 8. miesiąc

Z moją pomocą Adaś odkrywał szeroki wachlarz zdrowej żywności. Wykorzystując naturalny mechanizm oralnego poznania świata, odruchowo wkładał jedzenie do buzi, próbując równocześnie różne smaki, zapachy, konsystencje i dostrzegał prawdziwy, bo przed zmiksowaniem czy starciem na papkę, wygląd spożywanych produktów. Zabawa przy jedzeniu połączona była zawsze z uczeniem. W praktyce syn odkrywał, w jaki sposób trzymać coś miękkiego, by tego nie zgnieść, lub coś śliskiego tak, by nie wypadło mu z ręki. Poznawał różne kształty, odczuwał ciężar i wspomnianą już konsystencję. Samodzielnie karmiący się Adaś nie potrzebował zabawiania przy jedzeniu. Nie musiałam się więc uciekać do podstępów czy przemycania warzyw w innych potrawach. Z kolei na mieście, my mogliśmy się cieszyć swoim jedzeniem, podczas gdy Adaś – otwarty na nowe smaki – zawsze znalazł coś dla siebie. Od czasu, gdy Adaś skończył rok jemy w większości to samo. Organizacyjnie to wygodniejsze i mniej czasochłonne, nie wymaga bowiem przygotowywania osobnych posiłków. Ponadto przy stole Adaś miał możliwość obserwacji i naśladowania naszych zachowań. Co pozwoliło mu płynnie przejść do użycia sztućców i zachowywania się zgodnie ze zwyczajami (dzielenie się, czekanie na swoją kolej, rozmowy przy stole). Syn nie czuje presji związanej z przymusem jedzenia. To spowodowało, że nie jest dzieckiem wybrednym. Wie, że po spróbowaniu czegoś nowego, będzie mógł zdecydować, czy ma ochotę na dany produkt. Do chwili obecnej Adaś próbuje i zjada wszystkie z proponowanych mu przez nas posiłków. Wierzę, że pozytywne nastawienie w dzieciństwie to szansa na zdrowy stosunek do jedzenia na całe życie.

W 1. miesiącu życia wydawane przez Adasia odgłosy nie przypominały dźwięków mowy. Pojawiały się pomrukiwania, sapanie, kwilenie, mlaśnięcia i różnego rodzaju płacz. W 2. miesiącu po codziennej stymulacji polegającej na wypowiadaniu samogłosek (zaczęłam od prymarnych: A, U, I, później wprowadzałam resztę: O, E, Y) melodyjnym, wolnym głosem nad leżącym w odległości około 15 cm Adasiu, pojawiły się samogłoski, powtarzane przez syna w trakcie ćwiczeń, ale także poza nimi, tj. w czasie tzw. swobodnych wokalizacji. Zanim usłyszeliśmy pierwsze A itd., (koniec 2. miesiąca), mogliśmy podziwiać naprawdę niesamowite starania i wysiłek syna podczas prób ułożenia ust w układ, który widział, patrząc na moją twarz, wypowiadającą samogłoski (połowa 2. miesiąca).

Od 3. miesiąca równolegle z samogłoskami, wprowadzałam i ćwiczyłam sylaby otwarte, początkowo oparte na spółgłoskach prymarnych (P, B, M), później również innych. Trzy miesiące później wprowadziłam sekwencje trzech sylab. 6. i 7. miesiąc okazał się dla mnie czasem niepokojów. Adaś nie wydawał prawie żadnych dźwięków przypominających mowę ojczystą, co gorsza, przestał powtarzać także samogłoski. Ja nieustannie, bo kilka razy dziennie, podczas większości zabiegów pielęgnacyjnych, pochylona nad nim wokalizowałam sekwencje sylab. Ponadto, kontynuowałam opisane wcześniej ćwiczenia stymulacji percepcji słuchowej (rozmowy w jego obecności oraz „rozmowy” z nim, zabawy w nazywanie, relacjonowanie wykonywanych czynności). Początkiem 7. miesiąca, ale tylko przez kilka dni Adaś powtarzał sylabę ma. Później znowu zamilkł. Wydawał okrzyki radości, pokwękiwania, odgłosy niezadowolenia, ale żadne z nich nie przypominały dźwięków mowy ojczystej.

Zdecydowałam się rozpocząć także stymulację programem słuchowym Elżbiety Wianeckiej „Słucham i uczę się mówić”, częścią „Samogłoski i wykrzyknienia” oraz „Wyrażenia dźwiękonaśladowcze”. Co drugi dzień, przez 2 miesiące, przez około 5 minut Adaś w słuchawkach słuchał nagranych dźwięków. W 9. miesiącu włączyłam do sesji obrazki, które pokazywałam równolegle z pojawiającym się dźwiękiem. Dzięki użyciu rozdzielacza i drugich słuchawek mogłam również słyszeć program i w odpowiednim momencie kłaść obrazek przed Adasiem na stolik.

Ćwiczenia z programem słuchowym Elżbiety Wianeckiej Słucham i uczę się mówić
Ćwiczenia z programem słuchowym Elżbiety Wianeckiej Słucham i uczę się mówić

Po skończeniu 8. miesiąca Adaś zaczął swobodnie wokalizować samogłoski i niektóre sylaby. Znowu pojawiła sylaba (lub jej sekwencje) ma, także pa, la, da, ja. Z czystym sumieniem mogę napisać, że dopiero wtedy Adaś zaczął naprawdę gaworzyć samonaśladowczo. Staraliśmy się więc za każdym razem zwracać na nie uwagę, naśladując je. Zauważam, że powtarzanie jego wokalizacji podnosi jego aktywność językową. Dawaliśmy i w dalszym ciągu dajemy Adasiowi duże możliwości osłuchania się ze zróżnicowanym słownictwem i rozmaitymi strukturami zdaniowymi, mając świadomość zależności między bogactwem języka rodziców i dzieci.

Końcem 8. miesiąca rozpoczęłam oglądanie z synem i czytanie mu pierwszych książeczek z serii „Kocham czytać” (Zeszyt 1. Samogłoski, Zeszyt 2. Wyrażeni dźwiękonaśladowcze, Zeszyt 3. Sylaby 1 (pa, ma), Zeszyt 4. Sylaby 2 (ba, la), później dalsze). Adaś bardzo szybko zaczął sam przewracać strony (mimo iż są cienkie) i uważnie patrzeć na znajdujące się tam obrazki. Pierwsze wydawane i powtarzane przez niego wyrażenia dźwiękonaśladowcze, motywowane owymi ilustracjami, na długo zostaną w mojej pamięci. W połowie października wyrażeniem dźwiękonaśladowczym miau samodzielnie nazwał kota, później także psa (au). Od tej pory robił to okazjonalnie także, gdy zobaczył ich wizerunek w książce, a później także na spacerze. Z kolei po mnie zaczął powtarzać odgłos kaszlu, który na ostatniej stronie wyrażeń dźwiękonaśladowczych wydaje dziewczynka, krztusząca się dymem z fajki dziadka (eche). Z czasem wyrażeń tych przybywało, co ważne, pojawiały się już nie tylko jako powtórzenie moich odgłosów, ale były próbami samodzielnego nazywania obiektów na obrazku i w rzeczywistości.

Od około 8. miesiąca starałam się wprowadzać do zabaw piosenki, rymowanki i krótkie wierszyki powiązane z poznawaniem i ruchem ciała (np. Dziesięć paluszków mam, Paluszek zginam…, Mam zupę gotowała…).

Krokiem milowym tego miesiąca w rozwoju umiejętności zapamiętywania nazw i znaczeń był początek przewidywania czynności i wydarzeń na podstawie obserwacji. W zabawie typu a kuku Adaś potrafił odkryć schowaną pod pieluszką zabawkę lub moją twarz.

Mniej więcej w tym samym czasie obserwowałam u syna sygnały upominania się i inicjowania komunikacji, m.in. wyciąganie rączek w naszym kierunku, zaczepki. Adaś zaczął demonstrować także oznaki odmowy i protestu, np. podczas obcinania paznokci, w trakcie ubierania, zabrania zabawki czy zakończenia ulubionej czynności. Miało to jednak bardziej emocjonalny niż społeczny charakter. Objawiało się to najczęściej odwróceniem głowy, płaczem lub odtrącaniem rąk. Ponadto, Adaś różnicował już zakaz „nie” i przyzwolenie. Potrafił więc powtarzać czynności, które wywoływały naszą radość. „Popisywał się” szczególnie przy gościach, chwalił się np. umiejętnością zabawy w sroczkę, kosi kosi, podążał przy tym wzrokiem za nimi, zaczepiał krzykiem, marudzeniem, śmiechem.

Stałym zwyczajem moim, męża i dziadków (szczególnie babć) stało się nazywanie tych fragmentów rzeczywistości, na które Adaś patrzył (leżąc w łóżeczku, siedząc w foteliku, wózku, stojąc przy meblach, przy oknie, chodząc z nasza pomocą po sklepach itp.). O wiele łatwiejsze okazało się to, gdy Adaś zaczął z nami dzielić uwagę, wskazując palcem na interesujące go rzeczy (9. miesiąc). Przeciętny dla wielu, ale dla nas niesamowity, okazał się pierwszy gest wskazania na pospolitą lampę. Wcześniej bardzo często prowokowaliśmy u syna owy gest, nosząc go na rękach, umożliwiając oglądanie atrakcyjnych obiektów i czekając na reakcję. Proste pytanie gdzie? np. okno, Bozia, auto (bum bum) itp. bardzo szybko zaczęło wywoływać ruchowy odzew ręki, będący w tym wypadku potwierdzeniem rozumienia nazywanych przez nas obiektów rzeczywistości.

Rozumienie pierwszych słów (9. miesiąc) na potrzeby pracy sprawdzałam, układając przed synem od 2 do 5 figurek zwierząt/pojazdów/zabawek lub ich kolorowych obrazków w takiej samej ilości i pytając, np. gdzie pajac? gdzie mu? itp.  Gest wskazania palcem lub ręką skierowany na odpowiedni obiekt (z chwilą (O rozumieniu pierwszych poleceń pisałam w rozdziale: Percepcja słuchowa) pojawienia się umiejętności rozumienia poleceń typu daj, prosiłam syna o podanie rzeczy/osoby, o która pytam)dowodził rozumienia pojęć, których nazwy pojawiały w moim pytaniu.

Omówioną umiejętność poprzedziło pojawienie się oznak rozumienia także symboli.  Adaś zaczął pojmować, że wyciągany z szafki śliniaczek oznacza jedzenie, nakładanie czapki – spacer, a wanienka – kąpiel. Rozpoznawał mnóstwo przedmiotów codziennego użytku, ulubione zabawki. Zaznajamialiśmy więc syna z ich znaczeniem i nazwą, w miarę możliwości używając również wyrazów dźwiękonaśladowczych, chwilowo (do około roku) zastępczego sposobu werbalnego porozumiewania się.

Pierwszym usłyszanym przeze mnie słowem Adasia była, jak pewnie u większości niemowląt, mama. Czy był to efekt tzw. myślenia życzeniowego czy może matczyne zaślepienie na inne wokalizacje, tego nie wiem. W 7. miesiącu owa mama nie nosiła jednak znamion językowego sprawstwa. Znaczenia nabrała dwa miesiące później. W tym czasie zaczęła się powoli rodzić u Adasia potrzeba nazywania osób i czynności, wynikająca ze świadomości, że dźwięki, które wypowiada, coś oznaczają. Reduplikowane sylaby otwarte tj. wspomniana już ma-ma (mama), później kolejno ba-ba (babcia), ta-ta (tata), dja-dja (dziadzia – dziadek) niosły znaczenie, bo nazywały, a często także przywoływały domowników.

Syn reagował na swoje imię już w 7. miesiącu. Po imieniu lub nazwie (mama, tata, baba, dziadek, wujek, ciocia) rozpoznawał członków rodziny miesiąc później. Z kolei 5. grudnia podczas swobodnych wokalizacji syna usłyszeliśmy z mężem słowo Adam – z niemym m na końcu. Naszej radości nie było końca, zważywszy na fakt, iż Adaś swobodnie wymówił swoje imię jeszcze kilka razy tego i następnego dnia, co świadczyć o językowej świadomości wypowiedzianego wyrazu. Użyta przez niego forma mianownika była najczęściej słyszaną przez niego postacią jego imienia. Warianty zdrobnienia jego imienia w mianowniku: Adaś i Adaśko czy oficjalna forma w wołaczu: Adamie Łukaszu to inne przywołania, którymi zwracamy się do syna.

Stymulacja rozwoju mowy odbywała się w oparciu o zasady programowania języka, zgodnie z którymi reguły gramatyczne poznawane są przede wszystkim w wypowiedziach innych (przede wszystkim nas rodziców), budowanych z kolejnością notowaną podczas procesu nabywania systemu językowego przez dziecko.

Z kolei słownictwo wprowadzaliśmy, uwzględniając frekwencję występującą w otoczeniu dziecka. Poznawanie nowych nazw dokonywało się zgodnie z procedura naśladowania rozwoju mowy dziecka, czyli: powtarzania, rozumienia i nazywania oraz na drodze wielozmysłowej. Tak np. cytrynę syn dotykał, wąchał i lizał. Później dopiero wspólnie ze mną przykleił jej ilustrację do zeszytu. Tramwaj z kolei oglądał w Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie, słyszał dźwięk używany podczas jego odjazdu z pobliskiego przystanku, a także niejednokrotnie był jego pasażerem.

W nauce nazw rzeczy, osób i czynności pomagał nam zeszyt, do którego wklejałam z Adasiem drukowane ich zdjęcia. Po pierwsze staram się, by dla każdego obiektu zarezerwowana była osobna strona lub dwie znajdujące się koło siebie, uzupełniane zdjęciami egzemplarzy z tej samej kategorii. Pozwoliło to zrozumieć synowi, iż tę samą nazwę mogą mieć różnie wyglądające rzeczy – dwie strony w zeszycie zapełniały zdjęcia Adasia wpatrującego się w różnie wyglądające pociągi na Dworcu Głównym w Krakowie, na przejeździe kolejowym u babci oraz na wiadukcie koło osiedlowego przystanku tramwajowego.

Dwie strony z zeszytu który okazał się pomocny podczas wprowadzania i utrwalania nowych pojęć
Dwie strony z zeszytu, który okazał się pomocny podczas wprowadzania i utrwalania nowych pojęć

Po drugie w miarę poznawania nowych słów, ilustracje zaczęliśmy grupować w odpowiednie kategorie. Na początku wprowadziliśmy różnorodne egzemplarze następujących grup: pokarmów innych niż owoce i warzywa, warzyw, owoców, napojów, zwierząt, zabawek, pojazdów, ubrań, mebli. Etap rozumienia, a w niektórych przypadkach użycia, czasowników przedstawia tabelka2.

Schemat składniowy Czasownik
bycie jest (je), nie ma (n ma)
zdarzenie pada (pada), świeci (ś)
czynność śpi (ś), je (je), pije (pi), stoi, leży, śpiewa (lala), rysuje, czyta (ci), pisze, myje, płacze (e), śmieje się, siedzi, kupuje, mówi, ogląda, patrzy, bawi się, nalewa, otwiera, sika (si)
doznawanie boli, lubi, kocha, chce (ce), słucha/słyszy, widzi, wącha
posiadanie ma (ma), nie ma ( n ma)
przemieszczanie idzie (idzi), jedzie (jedzi), pływa (py), biegnie, skacze, lata
przekazywanie daje (da jako daje, da – rozkaźnik), rzuca (bach/bam)

Wprowadzanie i utrwalanie czasowników odbywało się także z pomocą zeszytu, w którym to wklejaliśmy nasze zdjęcia podczas wykonywania różnych czynności.

Z kolei najważniejszymi przymiotnikami wprowadzonymi (przede wszystkim na zasadzie przeciwieństw) na początkowym etapie były: mały (ma)– duży (dy), gorący ()– zimny, brudny (fe) – czysty, suchy – mokry, gruby – chudy, długi – krótki, radosny – smutny.

Oprócz opisanych już technik Metody Krakowskiej w stymulacji rozwoju językowego Adasia pomocne okazały się używane przeze mnie gesty artykulacyjne.

Ruchoma wizualizacji głosek poprzez odczucia kinestetyczne i skórne była dla syna bodźcem przypominającym o miejscu i sposobie artykulacji (intuicyjnej, z czasem automatycznej umiejętności produkcji głoski, a nie metajęzykowej wiedzy dotyczącej artykulacji).

Chociaż u Adasia nie obserwowałam zaburzeń komunikacji językowej, to jednak od początku stymulacji języka instynktownie używałam gestów interakcyjnych, takich jak np. tak, nie, daj, popatrz, nie ma, jest, dobrze, uważaj, zaczekaj, gdzie, cicho, które w towarzystwie przekazu językowego zawsze niosą znaczenie, niejednokrotnie uruchamiając i podtrzymując komunikację.

Świadoma zabawa dźwiękami raz cichymi, raz głośnymi oraz pierwsze owocne próby modulacji głosu dały się zauważyć w 11. miesiącu.

Syn ukończywszy 1. rok życia powtarzał coraz więcej wyrażeń dźwiękonaśladowczych i wykrzyknień (np. bum – jadący samochód , motor lub autobus, pa pa – pożegnanie, ha – rozmawianie przez tel lub szczekanie psa,  fe – plama lub załatwianie się na nocniku, mu – mucząca krowa, be – beczący baran, mau – miauczenie kota, eche – kaszel, chrząkanie, jo – jadąca karetka, radiowóz policyjny lub wóz strażacki). Kolejne połączenia sylabowe nabierały znaczenia i nazywały domowników (mama, baba, Adam, Asiaś, Adi, Lula (Julia), Ji (Jaś)), zabawki (bum/ a bum/ aØto – auto, fu fu – pociąg, mi – miś), zwierzęta (ha – pies,  mu – mucząca krowa, be –baran, mau – kot), przedmioty (tat tat – zegar,  bam bam – duży zegar, fy fy – gwizdek, flet, bu bu – pralka, siu – śrubka), pojazdy z otoczenia (fu fu, taji – jadący pociąg lub tramwaj, ty ty – lecący helikopter,  jo jo – karetka, radiowóz policyjny lub wóz strażacki), jedzenie (jajo – jajko, buła – bułka, si – szynka, ba – banan). Adaś dysponował szerokim repertuarem zachowań komunikacyjnych, mających na celu przyciąganie i kierowanie na siebie uwagi, inicjowanie i podtrzymywanie kontaktu. M.in.: pokazywał i podawał przedmiot, wskazywał ręką obiekt znajdujący się w pewnej odległości, nawiązywał i utrzymywał kontakt wzrokowy, wchodził w kontakt fizyczny (przytulał się, wchodził na kolana).

Podsumowanie, czyli jak rozwijać mowę dziecka:

  • śpiewanie, recytowanie wierszy, program słuchowy: „Słucham i uczę się mówić” (ciąża),
  • prawidłowy rozwój aparatu artykulacyjnego: karmienie naturalne i metoda BLW, akcesoria typu: kubeczek terapeutyczny marki Medela, słomka, kubek niekapka 360°, kubek otwarty; ograniczenie smoczków butelkowych i uspokajaczy,
  • wypowiadanie samogłosek (od prymarnych: A, U, I, później O, E, Y) melodyjnym, wolnym głosem nad leżącym w odległości około 15 cm dzieckiem (1. miesiąc),
  • wprowadzenie sylab otwartych, początkowo opartych na spółgłoskach prymarnych (P, B, M), później również innych (3. miesiąc),
  • wprowadzenie sekwencji trzech sylab (6. miesiąc),
  • rozmowy w obecności dziecka oraz „rozmowy” z dzieckiem, zabawy w nazywanie, relacjonowanie wykonywanych czynności,
  • stymulacja programem słuchowym Elżbiety Wianeckiej „Słucham i uczę się mówić”, częścią „Samogłoski i wykrzyknienia” oraz „Wyrażenia dźwiękonaśladowcze” (7. miesiąc),
  • oglądanie i czytanie z dzieckiem pierwszych książeczek z serii „Kocham czytać” (Zeszyt 1. Samogłoski, Zeszyt 2. Wyrażeni dźwiękonaśladowcze, Zeszyt 3. Sylaby 1 (pa, ma), Zeszyt 4. Sylaby 2 (ba, la), później dalsze (8. miesiąc),
  • wprowadzanie do zabaw piosenek, rymowanek i krótkich wierszyków powiązanych z poznawaniem i ruchem ciała (np. Dziesięć paluszków mam, Paluszek zginam…, Mam zupę gotowała…) (8. miesiąc),
  • słownictwo wprowadzane na drodze wielozmysłowej z uwzględnieniem frekwencji występującej w otoczeniu dziecka (na początek pokarmy, zwierzęta, zabawki, pojazdy, ubrania, meble itp.),
  • użycie gestów artykulacyjnych i gestów interakcyjnych, takich jak np. tak, nie, daj, popatrz, nie ma, jest, dobrze, uważaj, zaczekaj, gdzie, cicho.

Jak wyglądał rozwój mowy Waszych dzieci? Jakie metody, ćwiczenia i zabawy polecacie? Macie jakieś sprawdzone sposoby motywujące dziecko do mówienia? Podzielcie się doświadczenia w komentarzach.

Pamiętajcie, że każde dziecko jest inne, a przytoczone przykłady i porady są indywidualne i nie powinny być stosowane bez uprzedniej konsultacji specjalisty.

Nie chcesz, by ominął Cię kolejny wpis? Polub Przystanek Rodzinka na Facebooku.

  1. G. Rapley, T. Murkett, Bobas lubi wybór. Nie chcesz wychować niejadka?, Warszawa 2010
  2. Tabelka uzupełniona została w oparciu o tabelę 77 zamieszczoną w: J. Cieszyńska, Metoda Krakowska…, s. 330.
Podobał Ci się ten wpis? Podziel się z innymi!

Dodaj swój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przewiń do góry