Macierzyństwo zmienia nas bezpowrotnie. Spodziewamy się tego. Wiemy, że sen, czas wolny i codzienne życie wyglądają inaczej. Nie sposób jednak przygotować się na to, jak te zmiany będą przebiegać. Niektóre są tak subtelne, że nie zdajemy sobie sprawy, w jakim stopniu rodzicielstwo wyostrzyło jedne, a stępiło inne aspekty naszej osobowości. Aż do momentu, gdy nasze dziecko kończy około cztery lata.
Nie jestem naukowcem, ale jako matka dwójki dzieci i osoba, która rozmawia z wieloma mamami, widzę wyraźny schemat. Przez około trzy, trzy i pół roku po porodzie (nie licząc ciąży) jesteś w samym środku wiru. A potem – nagle – przypominasz sobie o sobie. To nie jest uczucie, że byłaś zagubiona przez cały ten czas, ale raczej wrażenie, że pewna część ciebie była tymczasowo wyłączona. Jakbyś zawiesiła swoje pełne ja w oczekiwaniu na lepszy moment. I nagle, jak po włączeniu światła, znów jesteś tu i teraz.
Przełom, który czuć w kościach
Doświadczyłam tego wyraźnie, gdy mój najmłodszy syn miał około trzech i pół roku. Z dnia na dzień pojawiła się energia na rzeczy, o których marzyłam od lat, ale nie mogłam znaleźć na nie przestrzeni. Hobby znów stało się warte wysiłku. Proste domowe obowiązki przestały przytłaczać. Łatwiej było mi się zgodzić na prośby dzieci. Świat po prostu zrobił się jaśniejszy. I choć zawsze starałam się dostrzegać dobre strony, to nagłe poczucie lekkości było niemal przytłaczające. Czekałam, że kolejny dzień przyniesie powrót do stanu wyczerpania. Ale ten dobry nastrój trwał.
Co się zmienia, gdy dziecko ma cztery lata?
Kiedy dzielę się tą obserwacją z przyjaciółkami, niemal wszystkie przytakują. Okazuje się, że połączenie kilku kluczowych czynników sprawia, że matka znów może dostrzec siebie w tym całym zamieszaniu.
- Koniec z pieluchami. To ogromna ulga logistyczna i finansowa.
- Dziecko wreszcie przesypia noc. Regularny, dłuższy sen rodzica to podstawa regeneracji układu nerwowego.
- Większa samodzielność. Maluch potrafi zjeść jogurt, nie zamieniając kuchni w pole bitwy. Mniej czasu spędzasz na sprzątaniu po posiłkach.
- Ustępują ekstremalne emocje. Napady złości są mniej intensywne i wyczerpujące.
- Elastyczność w rytmie dnia. Drzemki nie są już świętym graalem, można je pominąć bez katastrofy.
W moim przypadku ta teoria zadziałała dopiero, gdy moje młodsze dziecko osiągnęło ten magiczny próg. Wtedy cała nasza rodzina odczuła zmianę. Jakby wszyscy w domu dostali najlepszą możliwą wersję mnie. I, jak się okazuje, eksperci potwierdzają, że to ma głęboki sens.
Perspektywa specjalistów: dlaczego to trwa tak długo?
Stephanie Langsam, ginekolog-położnik i mama trójki dzieci, wyjaśnia, że powrót do formy po urodzeniu dziecka często trwa przynajmniej tak długo, jak sama ciąża, a nawet dłużej. Choć pojęcie “czwartego trymestru” dobrze opisuje mglisty czas tuż po porodzie, trzy miesiące to zazwyczaj za mało, by w pełni odzyskać siły fizyczne i psychiczne. Można wtedy zacząć czuć się “normalnie”, ale poczucie bycia sobą – tą samą osobą co przed ciążą – wymaga więcej czasu.
“Dla wielu kobiet dopiero trzy, cztery lata po porodzie, gdy dzieci stają się bardziej samodzielne, pojawia się prawdziwe uczucie, że znów mogą w pełni funkcjonować” – mówi Langsam. Czasem ten okres potrzebny jest też na szukanie i otrzymanie pomocy w przypadku np. poporodowego lęku. Specjalistka zauważa, że dziś lekarze lepiej rozpoznają te stany, a pacjentki chętniej sięgają po wsparcie, co może skrócić drogę do dobrego samopoczucia. Jeśli jednak uczucie niepokoju lub przygnębienia utrudnia ci życie, mało prawdopodobne, że minie samo. Często bagatelizujemy swoje złe samopoczucie, zrzucając je na karb hormonów, karmienia piersią czy niewyspania. Choć te czynniki mają ogromny wpływ, warto rozważyć terapię lub konsultację lekarską.
Mniej lęku, więcej przestrzeni na oddech
Marissa Zwetow, psychoterapeutka specjalizująca się w okresie poporodowym, dodaje, że pierwsze lata macierzyństwa są tak wymagające nie tylko z powodu zmian, ale też dlatego, że matki czują się równie delikatne i bezbronne jak ich noworodki. Trudno myśleć o sobie, gdy cała uwaga skupiona jest na kruchości malucha. “Gdy dziecko rośnie, staje się mniej zależne, potrafi więcej zrobić samo. Matki zaczynają się wtedy spokojniej czuć, zostawiając je pod opieką innych” – tłumaczy Zwetow. W swojej pracy widzi, jak pomocne może być wcześniejsze przygotowanie się na realia macierzyństwa i pozwolenie sobie na przyjmowanie wsparcia w opiece nad dzieckiem.
Presja jest ogromna – płynie od otoczenia, z mediów społecznościowych, z naszych własnych oczekiwań. Nic dziwnego, że czujemy się przytłoczone, wyczerpane i przebodźcowane.
Aż pewnego dnia budzisz się i twój układ nerwowy się wycisza. Poranny lęk nie uderza w żołądek jak kamień. Twoje dziecko recytuje dialogi z ukochanej bajki i zjada kanapkę, a ty możesz w spokoju poczytać książkę na kanapie. Możesz wyjść do sklepu sama i przymierzyć coś, co po prostu jest ładne, a niekoniecznie praktyczne do gonitwy za przedszkolakiem.
To nie jest magia. To efekt tego, że twoje ciało i psychika dostały czas na regenerację, a twoje dziecko – zgodnie z naturą – wkroczyło w etap większej autonomii. To po prostu czas, byś znów mogła być nie tylko mamą, ale też sobą.




